Wściekłe psy

VERSUS #01: STANLEY VS ANETA GLIWICKA (ROCK’N’ROLL W WERSJI BLOND)

Versuus

Wpadłem na pomysł takowej kolaboracji całkiem niedawno. Wyobraziłem sobie takie wspólne publikacje blogerów (a może i innego rodzaju twórców?) będące właściwie poukładanym zapisem konwersacji przez komunikator FB. Chciałem sprawdzić czy taką rozmowę da się poprowadzić sensownie i dynamicznie i przede wszystkim na tyle ciekawie by czytelnik nie ziewnął w połowie i nie zaczął się interesować czymś innym. Skoro już tu jesteście i czytacie te słowa to zakładam, że przyciągnęła Was idea lub po prostu postać Anety Gliwickiej z bloga Rock’n’Roll w wersji blond. Nie ma zbyt dużo pań w polskiej blogosferze, które by z taką zaciętością promowały taki tryb życia, wiecznie w towarzystwie klasycznej muzyki rockowej. Dlatego postanowiłem, że będzie to pierwsza osoba, której zaproponuję akcję nazwaną później po prostu „VERSUS”. Wybraliśmy dla siebie na wzajem po trzy filmy i trzy płyty, daliśmy sobie tydzień na obejrzenie i przesłuchanie. Mi przyszło zmierzyć się z albumami The Rolling Stones, Becka i naszego stołecznego Organka. Jej z dziełami Tarantino, Kelly’ego i Scorsese. Przed Wami zapis naszej wyjątkowej i unikalnej na obu blogach konwersacji. Postanowiłem nie ułatwiać Wam zabawy z naszym wpisem i co jakiś czas przekllikniecie sobie z jednego bloga na drugi by móc przeczytać mojej lub jej odpowiedzi na pytania. Co by Wam tu się nagle za nudno nie zrobiło. Zapraszam do czytania, mieliśmy z tej akcji niezła frajdę i już myślimy o kontynuacji! Dodam jedynie, że moja rozmówczyni zasuwała na złamanie karku by zdążyć na umówioną godzinę, dlatego wszystko zaczęło się dokładnie tak:  (więcej…)

Reklamy

10 kultowych debiutów reżyserskich, które koniecznie musicie zobaczyć.

Mówi się, że nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy. Może i tak, ale na moje oko to takie grubą krechą pisane usprawiedliwienie mające na celu wytłumaczyć danego artystę dlaczego parał się w przeszłości czymś na co obecnie nie może patrzeć. Omówionych poniżej dzieł panowie reżyserowie absolutnie się wstydzić nie muszą, ba, są to perełki w ich filmografiach, świeże i ekscytujące po dziś dzień choć rzecz jasna noszące znamiona „randkowania” z filmową materią. Nawet jeśli mają swoje niedociągnięcia to są tym czym debiuty Pearl Jam, Rage Against The Machine czy Metallicy dla świata muzyki. Jest szansa, że przynajmniej kilku z nich możecie nie znać. Rzecz jasna starałem się wybierać jak najbardziej ryjące debiuty. Zapraszam do czytania! 

bad-taste-1987-05-g[1]

10. ZŁY SMAK (Bad Taste, 1987, reż. Peter Jackson). Zrobiony za marne grosze filmiszcz będący połączeniem horroru i komedii. Generalnie dużo obrzydliwości i traktowania Ziemian jako dania głównego. Aktorzy grali na zmianę kosmitów i tych co to nie chcą być przez nich zjedzeni. I pomyśleć, że ten sam pokręcony gość zekranizował potem LOTR i Hobbita. Następnie wyreżyserował: Przedstawiamy Feeblesów, Martwica mózgu, Niebiańskie kreatury. (więcej…)