Stanley

TU NIE BĘDZIE HAPPY ENDU, CZYLI O FINAŁOWYM ODCINKU “TRUE DETECTIVE 2″ SŁÓW KILKA

Jak by to ująć? Od czego by tu zacząć? Co tam się w ogóle wydarzyło? Generalnie rzecz ujmując „True Detective 2” w finale poszedł w bardzo dziwnym kierunku. Mam wrażenie, że te wszystkie intrygi, ta cała kryminalna otoczka zeszła na dalszy plan w obliczu miłosnych uniesień bohaterów, rozpamiętywania ich przeszłości i tak dalej. Rozwiązanie kluczowej zagadki nie spoliczkowało nas tak jak tego oczekiwaliśmy, właściwie po prostu sobie było i tyle. Podobnie zemsta na gwałcicielu żony Reya. Coś tam było o tym bąknięte, coś tam niby powiedziane, ale ostatecznie w natłoku scen rozmaitych gdzieś to wszystko umknęło. Jakieś diamenty, jakieś rodzeństwo, przeszłość Ani, przeszłość Reya, odeskortowanie żony Franka do Wenezueli i tak dalej… Jeśli nawet oglądaliście ten sezon bardzo uważnie to nie szło się połapać chociażby dlatego, że niektóre postacie były tylko pustymi nazwiskami, bądź migały gdzieś niezauważenie w odcinkach. Tak więc fabułę tego sezonu mogę określić jako zbyt zawiłą, pełną niedomówień i scen „z dupy”. Za to klimat… Klimat tego sezonu był wybitny i przepyszny. Pozwólcie, że przyjrzę się temu co działo się nie tylko w finale, ale przez cały sezon nieco bliżej. 

798741-true-detective-s02e08[1]

Ray tuż przed podjęciem ostatecznej decyzji… (więcej…)

WONSZ RZECZNY JEST NIEBEZPIECZNY, CZYLI O SIÓDMYM ODCINKU TRZECIEGO SEZONU “HANNIBALA” SŁÓW KILKA.

Marudziłem, marudziłem, narzekałem i psioczyłem, że nudy i przerost formy nad treścią. Po tym odcinku jestem w stanie odszczekać to wszystko i złożyć na karb budowania napięcia do tego konkretnego epizodu. Zbudowanego według najlepszych prawideł kina grozy, choć opartego o ryzykowne zachowania bohaterów. No ale jakoś do ucieczki Lectera dojść musiało i ktoś tu musiał pomóc na słowo honoru. W każdym razie oglądając siódmy już odcinek tego sezonu czułem napięcie, i fascynację wszystkimi elementami, które składają się na ten spektakl.

tumblr_nqwg7qV7NQ1tcxkqzo3_r1_1280[1]

Pogratulować Joe Andersonowi genialnej interpretacji postaci Vegera! 

Zaczęło się od wypełnienia luki pomiędzy momentem kiedy Hanni otwierał czachę Willowi, a ich pojmaniem i przewiezieniem do posiadłości Vergerów. Jak się okazało panowie tajni agenci działali dla Masona i postanowili uczynić ze sparaliżowanego Jacka jego ostatnią ofiarę. Do akcji wkroczyła Chyioh i w prawdę mówiąc uratowała Crawforda i uwolniła go w zamian za informację o tym gdzie porwali Hannibala. Jej postać, którą mogę  właściwie porównać do anioła stróża Lectera chyba z tym odcinkiem zakończyła swój wątek skoro nasz ulubieniec dał się aresztować, ale co ma u niej chłop długi to ma. Szkoda, że trochę bardziej nie rozwinięto jej postaci, choć wydaje mi się, że jeszcze może powrócić.

Za to na pewno nie zobaczymy już Masona Vergera, którego portretował genialny Joe Anderson. Nie miałem okazji napisać tego wcześniej, więc zrobię to teraz, gość moim zdaniem swoją interpretacją, mimiką i głosem stworzył postać równie wiarygodną co Michael Pitt. W pewnym stopniu to gość nawet bardziej porąbany od wytrawnego Hannibala: zażądał wycięcia narządów rozrodczych swojej siostrze i przeszczepienie ich świni, w której rozwijało się dziecko. Zjadł swoją twarz i dokarmiał nią psy, a kiedy zapragnął przeszczepu stwierdził, że będzie nosić rysy Willa. No i rzecz jasna postanowił zjeść Hannibala, kawałek po kawałku. Nic dziwnego, że zemsta na jego osobie była makabryczna i satysfakcjonująca jednocześnie. Nim do tego doszło Mason przypomniał pewien prawdziwy epizod z okolic roku 2003-2004 kiedy to niemiecki kanibal umówił się z innym psycholem na jego konsumpcję, co w pewnym sensie miało nam widzom, uświadomić, że akcja Hannibala rozgrywa się w świecie rzeczywistym, a nie jak to często bywa i innych produkcjach, lekko przesuniętym i zmodyfikowanym. Wszystko co do tej pory działo się w relacjach między Masonem, jego siostrą i Alaną dążyło do tego samego punktu, Hannibal przekonał kobiety by zabiły Masona sam obiecując, że weźmie winę na siebie. Doktor Bloom uwalniając go zaznaczyła, że ma uratować Willa, co było średnio rozsądne biorąc pod uwagę jak długo bawili się w kotka i myszkę, w końcu Lecter jeszcze kilka godzin wcześniej chciał mu otworzyć czaszkę. Cóż, seriale rządzą się swoimi prawami, postępowanie bohaterów zwykle ma się nijak do tego co działoby się w rzeczywistości więc mogę przymknąć na to oko. „Hannibal obiecał, Hannibal słowa dotrzyma”. Wcale tak być nie musiało, choć to, że Lecter uratował Willa może wynikać ze słabości do niego, w końcu to tasiemiec, o za przeproszeniem, najbardziej popierdolonej przyjaźni ever.

Okej, wróćmy do Masona i jego niespełnionych marzeń. Margot i Alana odkrywają tak zwaną „surogatkę” pod postacią świni i wyciągają z niej martwe dziecko, co ostatecznie przypieczętowuje wyrok na Vergerze. Stwór ten budzi się z twarzą swojego psycho-lokaja, która jakże malowniczo odpada pozostawiając krwawą plamę na tym co zostało z jego własnej. Potem jest już tylko gorzej, jego własna siostra i zaufana współpracowniczka topią go w akwarium, w którym pływa sobie jakże uroczy wonsz rzeczny, jakże ciekawy tego cóż ten Mason ma w gębie. I ta scena to absolutny sztos, ogólnie wszystko co działo się w willi Vergerów to po prostu horror czystej wody, który można sobie obejrzeć wieczorową porą w telewizji, brrrrr. Zupełnie oderwana od tego jest scena finałowa, gadka Willa z Lecterem, popękana filiżanka i ich pożegnanie, a potem aresztowanie naszego ukochanego Maddsa i odejście Chyioh w mroki lasu. Pewien rozdział w tym sezonie właśnie się skończył, kolejny, zapowiadający się fascynująco nadchodzi. Taaaaak, już niedługo doczekamy się oficjalnej introdukcji Francisa Dolarhyde’a w fabule. Już po samym trailerze czuć powrót do klimatu pierwszego sezonu, więc Ci którzy marudzili, łącznie ze mną, mogą się na nowo zachwycić, a oglądanie Hannibala w szklanej celi będzie zaiste nowym wymiarem tego serialu. Dołuje jedynie fakt, że jesteśmy bliżej niż dalej zakończenia całej serii, i z jednej strony anulowanie serialu rozumiem, z drugiej nie mogę tego stacji odpowiedzialnej za niego darować. Bo może i jest to produkcja chaotyczna, zbyt poetycka, pełna nonsensów i bohaterów zachowujących się jak dzieci we mgle, ale z drugiej strony wizualne aspekty serii hipnotyzują do granic możliwości. Cóż, pozostaje nam czekać na kolejne odcinki i mieć nadzieję, że nie wszystko jeszcze stracone. Do przeczytania za tydzień!

10 najlepszych filmów o podróżowaniu w czasie (część 1)

Nie dość, że twórcy filmowej rozrywki serwują ma znakomite mentalne podróże w czasie chociażby nowym „Mad Maxem” czy w końcu zaserwowanym nam na YT  „Kung Fury”, to jeszcze mamy w czym przebierać jeśli chodzi o filmowe manipulacje czasem. Przeskoki, podróże, paradoksy, zmiany dylatacji i tak dalej, to wszystko z lepszym czy gorszym skutkiem serwuje nam się od lat. Postanowiłem przyjrzeć się bliżej 10 najlepszym moim zdaniem produkcjom o tej tematyce z góry zakładając, że najbardziej klasyczne propozycje z „Harrym Potterem i więźniem Azkabanu”, „Terminatorem”, „Powrotem do przyszłości” czy szalenie popularnym „Interstellarem” na czele sobie daruję. Znamy to i lubimy (bądź nie) wszyscy i powszechnie. W tym zestawieniu może nie serwuję maksymalnych niszówek, ale są to filmy z pogranicza „możecie nie znać, jakimś cudem, ale jednak”. Także zapraszam do czytania i oglądania! 

primer-2004[1]

10. WYNALAZEK (Primer, 2004, reż. Shane Carruth). Dość specyficzny przypadek offowego amerykańskiego thrilleru amerykańskiego, w którym czwórce znajomych inżynierów udaje się stworzyć przez przypadek wehikuł czasu. Dzieło nagrodzone na festiwalu w Sundance opowiada o żądzy pieniądza, bowiem bohaterowie korzystając ze znajomości przyszłości zaczynają obstawiać na giełdzie i kosić gruby hajs. Problem w tym, że zaczynają trafiać na swoje własne „ja”, a wiecie doskonale co się stanie jeśli ktoś z przyszłości spróbuje zabić siebie z przeszłości… Bardzo ciekawe niezależne kino. (więcej…)

SŁOWO KLUCZ #04, CZYLI 10 PRODUKCJI Z „TWELVE” LUB „12” W TYTULE.

Wiem, że część z Was czekała akurat na to konkretne bardzo symboliczne Słowo Klucz. „Twelve” to bardzo ładnie brzmiące słowo, w tytułach zamieszczonych pozycji wymienne na „12”. Czy robi to jakąkolwiek różnicę jaki jest zapis w tytule? Pewnie, że tak, nie tylko wizualne ale i kontekstowe, w końcu dwunastu apostołów brzmi o wiele poważniej niż 12 apostołów, słowo sprowadzone do zapisu cyfrowego jak dla mnie wybrzmiewa zupełnie inaczej. Poniżej przyglądam się dyszce tytułów związanych z tym jakże wieloznacznym numerem. 

hqdefault[1]

10. THE TWELVE CHAIRS (Dwanaście krzeseł, 1970, reż. Mel Brooks). Rzecz jasna nie mogłoby zabraknąć dość nietypowej jak na Mela Brooksa komedii będącej adaptacją rosyjskiej powieści autorstwa Ilja Ilfa. Powstało przynajmniej kilka filmów opartych o książkę, wybrałem moim zdaniem najciekawszą. Rozchodzi się o wielką fortunę ukrytą w jednym z dwunastu krzeseł, którego poszukuje kilku bohaterów w tym były służący wysoko urodzonego głównego bohatera, którego gra sam Brooks. Ostra satyra i naśmiewanie się z Żydów w przypadku tego twórcy ma swój kontekst jak najbardziej uzasadniony. Sam Brooks jest bowiem Żydem i nieraz wcielał się w rabina czy innego tego typu osobnika. Bardzo fajny film, którego byście się po tym panu nie spodziewali.  (więcej…)

VERSUS #01: STANLEY VS ANETA GLIWICKA (ROCK’N’ROLL W WERSJI BLOND)

Versuus

Wpadłem na pomysł takowej kolaboracji całkiem niedawno. Wyobraziłem sobie takie wspólne publikacje blogerów (a może i innego rodzaju twórców?) będące właściwie poukładanym zapisem konwersacji przez komunikator FB. Chciałem sprawdzić czy taką rozmowę da się poprowadzić sensownie i dynamicznie i przede wszystkim na tyle ciekawie by czytelnik nie ziewnął w połowie i nie zaczął się interesować czymś innym. Skoro już tu jesteście i czytacie te słowa to zakładam, że przyciągnęła Was idea lub po prostu postać Anety Gliwickiej z bloga Rock’n’Roll w wersji blond. Nie ma zbyt dużo pań w polskiej blogosferze, które by z taką zaciętością promowały taki tryb życia, wiecznie w towarzystwie klasycznej muzyki rockowej. Dlatego postanowiłem, że będzie to pierwsza osoba, której zaproponuję akcję nazwaną później po prostu „VERSUS”. Wybraliśmy dla siebie na wzajem po trzy filmy i trzy płyty, daliśmy sobie tydzień na obejrzenie i przesłuchanie. Mi przyszło zmierzyć się z albumami The Rolling Stones, Becka i naszego stołecznego Organka. Jej z dziełami Tarantino, Kelly’ego i Scorsese. Przed Wami zapis naszej wyjątkowej i unikalnej na obu blogach konwersacji. Postanowiłem nie ułatwiać Wam zabawy z naszym wpisem i co jakiś czas przekllikniecie sobie z jednego bloga na drugi by móc przeczytać mojej lub jej odpowiedzi na pytania. Co by Wam tu się nagle za nudno nie zrobiło. Zapraszam do czytania, mieliśmy z tej akcji niezła frajdę i już myślimy o kontynuacji! Dodam jedynie, że moja rozmówczyni zasuwała na złamanie karku by zdążyć na umówioną godzinę, dlatego wszystko zaczęło się dokładnie tak:  (więcej…)

SHARE WEEK 2015 – KOGO CZYTAĆ, KOGO OGLĄDAĆ?

Share-Week[1]

 Zacznę może od tego, że to nie jest mój wymysł tylko Andrzeja Tucholskiego z Jest Kultura (http://jestkultura.pl/). Share Week jest akcją otwierającą oczy na istnienie twórców, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia w internetach w tematach rozmaitych, a że najbliżej mi do grupy blogerów kulturalnych to i chciałbym Wam polecić trzy blogi i trzy vlogi zajmujące się tą tematyką. Jeśli dzięki temu wpisowi choć jedna osoba zatrzyma się na dłużej na polecanych przeze mnie stronach to będzie to mój osobisty sukces i będę miał świadomość, że jednak dobrze poleciłem! Zapraszam do czytania! 

P.S. Jeśli chcecie wziąć udział w akcji niezależnie czy jesteście blogerami, vlogerami czy po prostu czytelnikami to wbijajcie pod ten link: http://bit.ly/ShareWeek2015

 BLOGI

zpopk-logo[1]

ZWIERZ POPKULTURALNY. Kasia prowadzi swojego bloga już od 6 (!!!) lat więc jest małe prawdopodobieństwo, że jej Zwierz nie zamiótł Wam ogonkiem przed nosem choć raz. Trochę taki wzór do naśladowania dla mnie bo przyznać trzeba, że ślęczy nad tymi swoimi wpisami dniami i nocami i widać, że ma z tego czystą radochę. Niedawno czytelnicy sprezentowali Kasi książkę z wybranymi z jej bloga wpisami co w pewnym sensie można uznać za koronację tych SZEŚCIU lat pływania w blogosferze (czy też może raczej na jej obrzeżu a nie w samym centrum). Jeśli kręcą Was seriale bardziej lub mniej popularne, filmy mainstreamowe ale też niezależne produkcje i generalnie reagujecie na słowa „geek”, „fandom”, „TARDIS”, „konwent” czy „cosplay” niczym jak na magiczne przywołujące Was zaklęcia to przyjaźń ze Zwierzem jest baaardzo prawdopodobna. Ach i pamiętajcie zanim napiszecie coś o braku przecinków, na blogu jest informacja dlaczego tak rzadko je uświadczycie. http://zpopk.pl/

Fanpage: https://www.facebook.com/zwierzpopkulturalny?fref=ts (więcej…)