Twin Peaks

10 najlepszych serialowych openingów według FKRBZM

Dziś ponownie temat lekki i niezobowiązujący, ale mam wrażenie, że ciekawy. Openingi serialowe mogą bowiem swoim charakterystycznych tematem przewodnim zachęcić do zapoznania się z serią. Nie do końca wiem w czym to tkwi, ale tak to już jest. Tak czy siak opening może być wyznacznikiem jakości serialu, jego integralną częścią, którą nucą sobie fani na całym świecie. Poniżej 10 najlepszych według mojego widzimisię tasiemcowych otwieraczy! Zapraszam do czytania, oglądania i słuchania! 

10.DR HOUSE 

Teardrop w wykonaniu Massive Attack sam w sobie cudownym utworem jest. To 31 sekund  wycięte z piosenki znakomicie integruje się z serią o marudnym doktorze. Mam nadzieję, że ten kto wymyślił takie połączenie został należycie obsypany pieniążkami. 

9.ŚWIAT WEDŁUG BUNDYCH

Czyli Frank Sinatra i jego Love And Marrige. Lekko sarkastyczny utwór który towarzyszył wszystkim seriom o przygodach Ala i spółki. No nie mogło zabraknąć tu wstępu do najlepszego serialu komediowego ever (rzecz jasna moim zdaniem). 
8.DEXTER

Jak wygląda poranek seryjnego mordercy. Urocza choć niepokojąca muzyczka towarzyszy pobudce, zacinaniu się przy goleniu czy obieraniu owoców. To jest tak cudownie schludny i estetyczny opening, że nie mogłoby go tu zabraknąć. Mniam, mniam. 
7.AMERICAN HORROR STORY: ASYLUM

Skradająca się muzyczka w połączeniu z chorymi migawkami daje piorunujący efekt. Wybieram opening do drugiego sezonu, wszystko działa tu ze sobą po prostu idealnie. Uważam też, że to zdecydowanie najlepszy sezon serialu, chyba najbardziej przerażający z dotychczasowych. 
6.HANNIBAL 
Kilka dźwięków na krzyż, a gęsia skórka gwarantowana. No i te krwawe portrety. Króciutkie cudeńko, które wprowadza nas w świata ulubionego doktora Lectera. Ciekawe czy przy trzecim sezonie ulegnie zmianom? 
5.GRA O TRON
Kolejny wizulano-muzyczny majstersztyk, który zaczynam który bardzo często sobie nucę. Bardzo podobają mi się te wznoszące z elementów budynki, naloty kamery na poszczególne królestwa. No i ostatnie wybrzmiewające dźwięki utworu nadające niepokojącego nastroju. 
4.THE WALKING DEAD – ŻYWE TRUPY

Muzyka z tego openingu jest dynamiczna i często współgra ze scenami otwierającymi odcinki. W samym wstpęniaku zmieniają lokacje w zależności od sezonu. Póki co uważam, że najlepsze miejscówki pokazano nam w obecnym sezonie. Miodzio dla oczu i uszu. 
3.Z ARCHIWUM X

Najbardziej nawiedzone intro ever? Z pewnością. Jak byłem dzieciakiem to się autentycznie bałem tych dźwięków, normalnie srałem po gaciach. Taka jedna z moich małych tajemnic z dzieciństwa. 
2.DETEKTYW

Far From Any Road The Handsome Family to klimatyczne mistrzostwo świata pasujące jak ulał do błotnistej Luizjany i historii opowiedzianej w jednym z najlepszych współczesnych seriali kryminalnych. Znakomicie się patrzy na ten wstępniak, który po prostu wizualnie jest magiczny. Czekam z niecierpliwością na drugi sezon. 

1.MIASTECZKO TWIN PEAKS

Na zakończenie Julee Cruise i jej wspaniałe, lekko nawiedzone Falling, które jednoznacznie kojarzy się z tym pokręconym serialem. Ponoć w 2016 roku Lynch ma powrócić do Dwóch Pagórków, nie wydaje mi się by był to dobry pomysł… 

P.S. Dodaję jeszcze trzy openingi, które są zbyt krótkie by trafić do regularnej listy (i nie mają tej wizualnego odjazdu, mam nadzieję, że kumacie o co mi chodzi), ale mają w sobie to coś. Utwór z „Herosów” zapodaję w całości. W openingu jest niestety wykorzystany tylko fragment, pozostałe dwa budzą pewne nie dające się łatwo opisać emocje więc po prostu musiały się pojawić. 

BONUS 1:HEROSI


BONUS 2: ZAGUBIENI 

BONUS 3: BREAKING BAD

Pierożki z ludzkimi płodami, ciasteczka z Donniem Darko i Korn – wywiad z Pauliną Wnuk (FROM MOVIE TO THE KITCHEN)

Dość długo czekałem na odpowiedzi od Pauliny. Podróżowała, chorowała i rzecz jasna zajmowała się swoim blogiem i rodziną. Nadszedł jednak dzień, w którym pojawiły się bardzo wyczerpujące odpowiedzi autorki blogu From Movie To The Kitchen i książki „Kuchnia Filmowa”. Bardzo się cieszę, że w końcu możecie naszą korespondencję przeczytać! Paulina to pełna pozytywnej energii kobieta o sprecyzowanych pasjach i osiągająca stopniowo swoje zamierzone cele. Zapraszam do czytania wywiadu i odwiedzania From Movie To The Kitchen! /D. D. M. 



Witaj Paulino! Na początku chciałbym Cię zapytać jaka była pierwsza potrawa jaką ugotowałaś pod wpływem obejrzanego filmu? 

Pierwsza filmowa potrawa, którą zrobiłam to była niebieska zupa porowa z filmu „Dziennik Bridget Jones”. Za to moje pierwsze spotkanie z filmowym jedzeniem miało miejsce dużo dużo wcześniej. Gdy miałam 7 czy 8 lat, moja mama zabrała mnie do kina na film „Czy to Ty, czy to ja”. W tym filmie jest scena, w której dzieciaki jedzą na obozowej stołówce wielkie bułki z mięsnym farszem. Te bułki i ich nazwa – „Jaś flejtuch” tak nam się spodobały, że moja mama postanowiła przygotować takie w domu. To było pierwsze spotkanie z filmową potrawą. Zapewne nie myślałam wtedy o tym, że założę takiego bloga, nawet nie jestem pewna czy już wtedy miałam komputer, ale to może być dowód na to, że moje przeznaczenie było zapisane już gdzieś dawno temu 😉

Przepis na „Jasia flejtucha” zajdziecie tutaj: 
A jaki film zrył Twoją główkę zbyt mocno kiedy byłaś dzieckiem? I dlaczego? 
Dobre pytanie… Jako dziecko uwielbiałam horrory. Pochłaniałam ich mnóstwo. Jako dziesięciolatka znałam na pamięć wszystkie części „Koszmaru z ulicy Wiązów”. Poza filmami uwielbiałam też czytać książki. W dzieciństwie w mojej czołówce ulubionych autorów występowali G. Masterton, D. Koontz i oczywiście S. King. Żeby nie było, że interesowały mnie tylko rzeczy, które tak naprawdę dzieci nie powinny interesować, to muszę dodać, że jedną z moich ulubionych książek dzieciństwa była też „Polyanna”. Poza tym chcąc nie chcąc oglądałam razem z tatą sporo filmów science-fiction. Zawsze trochę kręciły mnie wszystkie filmy, które przedstawiają inną, przerysowaną rzeczywistość. Duchy, mordercy, potwory, UFO i te sprawy. Nie wiem, który film zrył moją banię najbardziej, chyba oglądałam ich zbyt wiele. 
Przy okazji tego „rycia bani” przypomniała mi się jedna książka, której niestety tytułu nie pamiętam (ale może Czytelnicy FKRBZM pomogą w tej kwestii?). Był to oczywiście jeden z horrorów, lub thrillerów. Pamiętam jeden fragment, prawie kulinarny… Psychopatyczny morderca porywał osoby i próbował przełamywać ich  bariery. I tak pewnego dnia porwał dziewczynę (wegetariankę) i zamknął ją w pokoju z kawałkiem surowego mięsa. Cel był taki, aby zagłodzić ją do tego stopnia, że w końcu przełamie się i zje mięso. Efekt był taki, że gdy te mięso już totalnie zgniło, miało w sobie różne larwy i robaki ta dziewczyna tak wygłodzona rzuciła się nie i je zjadła. Chyba był tam też motyw mężczyzny, który bał się klaunów, ale pamiętam to jak przez mgłę… No i tak, to trochę zryło mi banię…

Od najmłodszych lat Paulina jest fanką tego pana. 
Skąd pomysł na połączenie świata kuchni i filmu? Jak narodziło się From Movie To The Kitchen? I dlaczego ochrzciłaś bloga po angielsku? „Od filmu do kuchni” nie brzmiało zbyt dobrze? 
Akurat jeśli chodzi o nazwę bloga to popełniłam wszystkie możliwe błędy. Nazwa jest za długa, angielska, nie specjalnie łatwa do wymówienia i trudna do zapamiętania. Gdy ją wymyślałam nie zastanawiałam się szczerze mówiąc nad tym jak będzie odbierana, a teraz żałuję, że jednak nad tym nie posiedziałam i nie wymyśliłam czegoś krótszego, polskiego i lepszego. Co do samego połączenia jedzenia i filmów to myślę, że poprzednie pytania wyjaśniają trochę istotę tego połączenia.
Potrafiłabyś wymienić od pięciu do dziesięciu swoich ulubionych filmów wszech czasów? Nie muszą być rzecz jasna związane z gotowaniem. 
Najcięższe pytanie na jakie zdarza mi się odpowiadać to ulubione filmy, oraz ulubione potrawy – choć z tymi drugimi jest mi trochę łatwiej. Postaram się jednak wybrać choć kilka i uzasadnić wybór. 
Bardzo często wiążę potrawy, miejsca, zapachy i widoki z ludźmi i wydarzeniami. Podobnie jest z filmami. Dlatego też wśród moich filmów wszech czasów muszą znaleźć się Gwiezdne wojny – na jednej z części byłam z tatą w kinie, poza tym Gwiezdne wojny to taki klasyk że to chyba nie wymaga uzasadnienia, następnie Sok z żuka i Duża ryba Tima Burtona, bo po prostu uwielbiam każdy jego film za cudownie nierzeczywiste wizje. Dalej będzie Carrie, Sklepik z marzeniami, Stukostrachy – z uwielbienia do S. Kinga i dlatego, że bardzo lubię te starsze ekranizacje jego książek. W tym momencie zaczęło się robić niebezpiecznie, bo nagle przyszło mi do głowy tyle filmów, że już nie wiem które wymienić, żeby było ich max 10. Dodam jeszcze tylko, że miasteczko Twin Peaks od dzieciństwa siedzi mi w głowie, a mój ulubiony, najukochańszy film animowany to Piękna i Bestia.

Sok z żuka – smaczny i zdrowy od 1988 roku.
Jakie są najdziwniejsze filmy, w których istotną rolę odgrywa jedzenie, jakie kiedykolwiek oglądałaś? 
Jest taki jeden… Pewnie go znasz, bo jest zryty na maksa. Azjatycki film „Dumplings”, czy w oryginalnym tytule „Gaau ji”. Krótko mówiąc jest to film, o tym jak pewna aktorka chcąc pozostać piękna i młoda zjada pierożki z ludzkimi płodami. Dość osobliwe, prawda? Jeszcze jeden dziwny i z wątkiem jedzenia to „Wielkie żarcie”, o próbie samobójstwa z przejedzenia. Szczerze mówiąc wolę te bardziej apetyczne filmy.
Zdarza mi się tworzyć zestawienia najobrzydliwszych filmów ever. Oglądałaś jakieś „arcydzieła” od których odechciewało Ci się gotować i jeść? 
Niewiele filmów mnie obrzydza, ale do jedzenia czy gotowania w trakcie oglądania szczerze nie polecam „Ludzkiej stonogi”, „Salo, czyli 120 dni sodomy”, ani „Martwicy mózgu” . Ogólnie nie lubię jeść oglądając, szczególnie gdy pojawiają się sceny morderstwa, krew i wnętrzności… Ale to chyba dość naturalny odruch 😉

„Nie polecam przy jedzeniu – Paulina Wnuk” – tak mogłoby brzmieć hasło reklamowe „Martwicy mózgu”
Przyjmijmy, że masz możliwość spotkania się na kolacji lub kawie z jednym konkretnym reżyserem, aktorem i aktorką. Jakie to będą osoby i dlaczego? 
Z reżyserów na pewno wybrałabym Tima Burtona, bo patrząc na jego twórczość wydaje się być absolutnie pokręcony, a ja uwielbiam takich ludzi. Aktor, do którego chętnie poszłabym na kolację to Mads Mikkelsen – tu uzasadnieniem będzie zachwyt nad serialem Hannibal, a raczej ilością prze-eleganckich potraw, które tam występują. Z aktorek wybrałabym Jennifer Lawrence, bo wydaje się być sympatyczną babką, taką przed którą nie czułabym się skrępowana, bo jest super gwiazdą z kinowego ekranu.

Paulina zjadła by kolację z Madsem Mikkelsenem. Ale z Madsem, nie z Hannibalem, z nim mogłaby być jej ostatnią. 
Kiedy nastąpił największy przełom na Twojej stronie? Jeszcze przed udziałem w konkursie na Blog Roku i wydaniu książki, czy dopiero potem? 
Przełom nastąpił w okolicach konkursu na Blog Roku. Wcześniej miałam trochę wątpliwości czy aby dalej prowadzić blog, ale w styczniu ubiegłego roku pomyślałam, że jeszcze dam sobie szansę i zobaczymy co się stanie. No i stało się – pod koniec lutego zdobyłam tytuł Bloga Roku i poczułam wiatr w żaglach. 
Powróćmy na chwilę do momentu, w którym Cię wyczytali jako zwyciężczynię w blogowym konkursie. Co wtedy poczułaś? Byłaś totalnie zaskoczona, czy gdzieś w głębi siebie byłaś pewna, że wygrasz? 
Byłam totalnie zaskoczona i zszokowana. Wielokrotnie powtarzałam i powtarzam każdemu kto mnie o to pyta, że nie spodziewałam się tego zupełnie. Nie miałam w sobie tyle wiary, ani pewności, żeby wierzyć że mogę zdobyć główną nagrodę. Nawet mi to przez myśl nie przeszło. Nie ma co ukrywać, był to dla mnie zapalnik.

W tym roku natomiast zasiadłaś w jury konkursu. Rozumiem, że organizatorzy Ci to zaproponowali? 
Tak, w tym roku dostałam zaproszenie od organizatorów konkursu, aby zasiąść w jury w kategorii Blog Blogerów. Razem z Maciejem z bloga Zuch rysuje oraz Kasią i Marcinem z bloga Paczki w podróży. Było to świetne i równie emocjonujące przeżycie spojrzeć na to z drugiej strony. Z wypiekami na twarzy patrzyłam na wszystkich tegorocznych zwycięzców. Myślałam o tym jak fajnie muszą się czuć, bo taka nagroda naprawdę daje. Nie mam na myśli tu materialnych dóbr, ale raczej tych emocjonalnych. Jest to świetny kop motywacyjny, aby jeszcze bardziej ruszyć do przodu.
Przygotowanie jakiej potrawy filmowej było dla Ciebie najłatwiejsze a jakiej najtrudniejsze?
Kiedyś ogromną trudność sprawiło mi przygotowanie bezy z filmu „Tost, historia chłopięcego głodu”. Zupełnie mi nie wychodziła. Mam nawet gdzieś ukryte na kompie zdjęcia z pierwszych prób i cały czas jestem w szoku jak mogłam stworzyć takie poczwary. Po tym jak zrobiłam kilka prób, oraz poczytałam wskazówki teraz nie sprawia mi to większego problemy. Gotuję bardzo dużo więc wiele już potrafię, ale też cały czas się uczę. Biorę udział w różnych warsztatach kulinarnych, bo trendy w kuchni cały czas się zmieniając, a ja lubię być na bieżąco. Nijak się to ma oczywiście do filmowego gotowanie, bo tu akurat mamy różnorodność, ale też pewne wzorce. Zauważyłam, że w filmach jest najwięcej potraw z makaronem, najczęściej spaghetti. Nie wiem czy to dlatego, że jest to bardzo prosta w przyrządzeniu potrawa, czy reżyserzy tak bardzo lubią makarony.

Metodą prób i błędów czyli „Co to za szajs?” 

Nie było łatwo, ale kiedy już wyszło to… no szamałbym. 
Zakładam, że gotujesz bardzo często i codziennie. Kiedy więc masz czas na oglądanie filmów, seriali w jaki sposób czerpiesz inspiracje? Spisujesz potrawy jakie pojawiają się w filmie? W jaki sposób rozgryzasz to jakie składniki się w nich pojawiają? 
Najczęściej oglądam wieczorami i w nocy, ale to wszystko zależy od tego co oglądam. Jeśli chodzi o filmy animowane to oczywiście oglądam je tylko w towarzystwie mojego synka Tymka, ale filmy, które niekoniecznie może oglądać pięciolatek pozostawiam sobie do oglądania wieczorem. Często zarywam noce oglądając seriale, to zły zwyczaj od którego staram się powoli odchodzić, choć słabo mi to wychodzi. Co do potraw filmowych i serialowych to wygląda to po prostu w ten sposób, że gdy widzę scenę z jedzeniem to pauzuję, robię screen i zapisuje co to jest, lub co przypomina. Czasami gdy oglądam filmy w języku, którego totalnie nie znam (np. hiszpański albo chiński) to jest o wiele trudniej wsłuchać się w to czy bohaterowie wspominają o potrawie, wymieniają jej nazwę itd. Często lektor, czy napisy pomijają niektóre rzeczy. Gorzej jest w kinie, gdy w ciemnościach próbuję zanotować to co zobaczyłam, ale jednak jakoś zawsze mi się to udaje.
Moim wielkim marzeniem jest wydanie książki o porytych filmach. Jak wyglądał proces tworzenia Twojego dzieła? Długo Ci zajęło napisanie jej i generalnie sprawienie by ukazała się na rynku? 
Książka jest w połowie tym co znajduje się na blogu, więc sam proces tworzenia nie trwał długo. Więcej czasu zajmują korekty, poprawki, wszystkie techniczne sprawy, projekt graficzny itd. Prace nad książką zaczęłam mniej więcej w połowie kwietnia, a premiera książki była pod koniec września, więc można powiedzieć że zajęło to mniej więcej pół roku. Dostałam propozycję wydania książki od Wydawnictwa i właściwie nawet się nie wahałam. To było spełnienie jednego z moich marzeń. Praca nad książką była bardzo przyjemna, bo z mojej strony było to głównie gotowanie, zrobienie zdjęć potraw, napisanie przepisów, oraz reszty treści, które chciałam w niej umieścić. Dużo pracy wykonuje Wydawnictwo i na tym etapie naszej współpracy byłam bardzo zadowolona. Na początku trochę się przeraziłam, bo przecież wydanie książki to poważne przedsięwzięcie, ale okazało się, że za tym wszystkim stoją cudowni ludzie i była to po prostu czysta przyjemność.

Masz wgląd do jakichś statystyk jak się sprzedaje „Kuchnia filmowa”. Nie bardzo wiem czy mogę o to zapytać, ale zaryzykuję – blog jest Twoim jedynym i stałym źródłem utrzymania? 
Nie wiem do czego miałabym porównać sprzedaż Kuchni filmowej bo nie orientuję się w jakich nakładach sprzedają się inne książki kulinarne, ale ja jestem zadowolona, książka była bestsellerem Empiku, oraz sklepu internetowego Merlin.pl i tyle chyba mogę na ten temat powiedzieć. Książka została przyjęta bardzo dobrze, spodobała się Czytelnikom, więc dla mnie to jest największa satysfakcja. Jeżeli chodzi o blog i zarobki to tak, blogowanie i moje zajęcia, które częściowo wiążą się z blogiem i kulinariami na razie przynosi mi dochód i są moim źródłem utrzymania. Robię to co kocham, mogę się poświęcić temu w 100% bo nie zajmuje się niczym innym. 1,5 roku temu pracowałam na cały etat i ciężko było mi pogodzić dom, rodzinę, pracę i blogowanie. Teraz nie muszę stawiać sobie żadnych ograniczeń. 
W moim życiu bardzo ważną rolę dogrywa muzyka. Słuchasz jej podczas gotowania? Jakiej muzyki w ogóle słuchasz najczęściej i jacy wykonawcy Cię kręcą? 
Bardzo lubię muzykę i są to różne gatunki. Czasami coś ostrzejszego, a czasami są to wolne, typowo „smutne piosenki”. Mam swoją playlistę o osobliwej nazwie „rzygi na doła”, na szczęście nie włączam jej zbyt często 😉 Ostatnio zapętliła mi się ścieżka dźwiękowa z filmu „Królowa Potępionych”. To film, który namiętnie oglądałam będąc w gimnazjum (tak jak i inne filmy o wampirach). Jest trochę muzyki, której mogłabym słuchać na okrągło, ale są to raczej pojedyncze kawałki, a nie wykonawcy. Jak mi się coś spodoba to mogę wałkować godzinami. I gatunek muzyki też jest raczej odpowiedni do mojego nastroju. Czasami mam ochotę słuchać Massive Attack, niekiedy na mojej playliście króluje Korn, a innym razem słucham muzyki filmowej. Oczywiście nie mogę zapomnieć o Backstreet boys, czy N’sync, bo też się zdarza ich słuchać, ale bardziej na imprezach 😉

Paulina tak jak ja bardzo lubi grupę Korn. Kto by pomyślał! 
Fani często sugerują przepisy? Zdarza Ci się zrobić coś specjalnie dla nich? Podsyłają potem swoje dania zrobione na podstawie Twojej książki lub wpisów na blogu? 
Dostaję sporo wiadomości i komentarzy z prośbami odnośnie przepisów. Zawsze bardzo chętnie je wykonuję, bo jest to niezwykle miłe, że ktoś chce zobaczyć na moim blogu wpis dotyczący filmu i potrawy, która wpadła mu w oko. Myślę sobie wtedy, że to przecież prosta sprawa ugotować coś filmowego i może to robić każdy, ale jak ktoś piszę do mnie z taką prośbą to czuję, że jestem dla moich Czytelników ważna. Mam też duży zbiór zdjęć potraw wykonanych z moich przepisów. To bardzo rozczula i powoduje moje wzruszenie. Takie wiadomości ogromnie motywują, przede wszystkim wtedy, gdy komuś smakuje coś co przygotował. Zdarzają się też wiadomości odwrotne – komuś nie udało się ugotować czegoś z mojego przepisu, efekt był nie taki jak powinien, albo smak komuś nie odpowiadał. Nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce, a zazwyczaj w takiej sytuacji po prostu próbujemy dojść do tego co mogło spowodować kiepski efekt. Nigdy jeszcze nie dostałam wiadomości typu: „ Nie udało mi się, jesteś do dupy, a Twoje przepisy są kiepskie”.
Skoro już ze sobą korespondujemy to pomyślałem, że może fajnie by było byś zrobiła z myślą o mojej stronie… hmmm… na przykład ciasteczka w kształcie maski Franka, chłopca królika z „Donniego Darko”, taki specjalny przepis dla fanów FKRBZM. Co Ty na to? 
Bardzo chętnie, „Donnie Darko” to też film, który bardzo lubię i z przyjemnością upiekę takie ciasteczka. Właśnie wracając do muzyki to Donnie Darko ma bardzo ciekawy soundtrack, a cała historia była dla mnie po pierwszym obejrzeniu filmu jeszcze ciut skomplikowana. Na pewno jest to niebanalny film i przygotowanie takich ciasteczek to będzie dla mnie przyjemność.

Ciasteczka w kształcie maski Franka z „Donniego Darko” mogą okazać się niezłym hitem!

Powiedz mi jeszcze czym się zajmujesz kiedy masz czas wolny od blogowania, gotowania i oglądania filmów? 
W wolnych chwilach po prostu podbijam świat. Spędzam dużo czasu z moim synkiem, który jest jednocześnie moim największym kuchennym pomocnikiem. W tym roku obiecałam sobie, że będę zwiedzać i podróżować jak najwięcej, więc to także wprowadzam powoli w życie. Czytam sporo książek, biorę udział w kulinarnych warsztatach, pracuję nad kilkoma około-blogowymi projektami. Gdy chcę odetchnąć to jadę na plażę, albo do lasu. To są moje energetyczne miejsca. 
Książka wydana, blog kręci się jak należy i zbiera nowych fanów. Jakieś konkretne plany i cele na przyszłość? Czego mogę się spodziewać na From Movie To The Kitchen w najbliższych miesiącach? 
Plany, plany… Nigdy nie byłam zbyt dobra w planowaniu. Zawsze żyję momentami i robię wszystko na ostatnią chwilę. Nie jestem poukładaną osobą, nigdy nie wiem co przyniesie mi kolejny dzień. Żyję z dnia na dzień, ale szczerze mówiąc dobrze mi z tym. Myślę, że na pewno jeszcze zaskoczę czymś nowym w kwestii blogowania i gotowania, ale za wcześnie, żeby o tym mówić 🙂 
Dziękuję ślicznie za udzielenie wywiadu, ostatnie słowa należą do Ciebie 🙂

Bardzo dziękuję za przeprowadzenie tego wywiadu. Odpowiadanie na Twoje pytania to była przyjemność. Tymczasem uciekam do kuchni piec obiecane ciasteczka 😉

From Movie To The Kitchen znajdziecie pod:
http://www.frommovietothekitchen.pl
From Movie To The Kitchen na FB: 
https://www.facebook.com/frommovietothekitchen?fref=ts

"Uznajmy, że Twin Peaks to produkcja, której nic nie pobije" – wywiad z Katarzyną Czajką (ZWIERZ POPKULTURALNY)

Twórczość Zwierza Popkulturalnego śledzę od jakiegoś czasu i przyznam, że jest to dziewczę piszące z pasją i zaangażowaniem. Ma oddaną i wierną grupę fanów, którzy głodni są każdego nowego wpisu. Nie oznacza to jednak, że jest osobą wciąż siedzącą w internecie, choć z zaskoczeniem muszę przyznać, że na moje pytania odpisała w ciągu… niecałej godziny? Zakładam, że wierni fani Zwierza z tego wywiadu zbyt wielu nowych informacji nie wyłowią, za to dla maniaków FKRBZM (a znalazłoby się kilku) będzie to ciekawa lektura, która sprawi, ze będą odwiedzać także Zwierza. Zapraszam do czytanki! /D. D. M. 

Witaj Zwierzu! Pierwszym pytaniem chciałbym się cofnąć do Twojego dzieciństwa i zapytać o pierwszy film, który zrył Ci banię stanowczo zbyt mocno. Którego się bałaś najbardziej? Kiedy to było, w jakich okolicznościach i co przerażało w nim najbardziej?
Zwierz musi powiedzieć, że jako dziecię bardzo strachliwie bał się właściwie wszystkiego, ale najbardziej ze wszystkiego bał się zwierz Gremlinów. Jej pokazanie mu obu części tego filmu zryło banię zwierza doszczętnie tak, że bał się nawet swojego pluszaka, który przypominał takiego miluśkiego bohatera z filmu. Natomiast pewnie Filmy będą zainteresowane faktem, że zwierz kiedyś przez trzy dni miał koszmary po tym jak jego matka streściła mu Omen.
Czy byłabyś w stanie wymienić mi od pięciu do dziesięciu swoich ulubionych filmów wszech czasów? To samo tyczy się seriali. Takie małe zestawienie tego, co dla zwierza w kinie i telewizji esencjonalne.
Zwierz ma zawsze problemy z tym pytaniem bo zaraz zaczynają mu przychodzić do głowy kategorie, brakiem porównania między różnymi produkcjami itp. Zwierz postara się więc wymienić filmy wchodzą z założenia, że wszystko można.
1.Ojciec Chrzestny – film, w którym nie ma żadnego błędu. 2. Odyseja Kosmiczna 2001 – film, który naprawdę ryje banie zbyt mocno 3. Gwiezdne Wojny – bo bez nich kinematografia byłaby po prostu pusta 4. Casablanca – bo to najlepszy najgorszy film jaki powstał 5. Pyschoza – bo zwierz nadal nie może uwierzyć jaka doskonała jest ostatnia scena.
Co do seriali – zwierz wciąż ma wrażenie, że zdecydowanie za mało zobaczył by móc wymienić pięć najlepszych. Uznajmy, że Twin Peaks to produkcja, której nic nie pobije a resztę zostawmy czytelnikom do rozważenia.
Nie do przebicia według Zwierza – Miasteczko Twin Peaks Davida Lyncha
Jak wygląda przeciętny dzień takiej blogerki jak Ty? Wielu może się wydawać, że spędzasz czas w internecie non stop, ale to rzecz jasna mija się z prawdą.
Zwierz wstaje i idzie do pracy. Jego praca jest dość mocno związana z siedzeniem w Internecie więc zwierz jest dość długo w sieci, poza tym zwierz sporo chodzi do kina, teatru i filharmonii, spotyka się ze znajomymi, pisze doktorat, dużo czasu spędza rozmyślając w tramwajach 🙂 Tak więc nie nie siedzi cały dzień przy Internecie ale dłużej niż osoby, które nie mają pracy wymagającej np. odbierania 300 maili dziennie. Plus zwierz nawet napisał o tym wpis by przekonać czytelników, że jednak nie jest kompletnie pozbawiony życia towarzyskiego.
Czy sprawia Ci przyjemność oglądanie złych filmów? Ja na swojej stronie często prezentuję totalne badziewia, które chcąc nie chcąc wpisują się w moje rozważania o porytych filmach. Co kieruje Zwierzem, że z premedytacją ogląda zły film?
Złe filmy ogląda się czasem dla aktora, czasem dlatego, że chce się napisać wredną recenzję, czasem w poszukiwaniu tego najgorszego z możliwych filmu. Poza tym zwierz uważa, że oglądając złe filmy uczymy się o tym jak rozpoznawać dobre, widzimy że czasem to nie kwestia aktorów ale reżyserii albo efektów specjalnych. Poza tym zwierz lubi patrzeć jak złe filmy wypełniają klisze. Bo dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę z tego jak bardzo potrafią być irytujące. No i poza tym to doskonała zabawa. Naprawdę zły film bawi często bardziej niż dobry film i zdecydowanie bardziej niż film po prostu średni.
Wiadomo, że Zwierz Popkulturalny ma dość sporo fanów, ponad 5000 na samym Facebooku. Zakładam, że są to osoby, które kojarzą Cię jako Kasię Czajkę. Organizujesz spotkania z fanami, często zdarza Ci się rozdawać autografy i robić pamiątkowe fotki z fanami?
To śmiesznie brzmi od osoby, która ostatnio świętowała 21 tysięcy fanów na facebooku 🙂 Spotkania z fanami mają charakter spotkań bardzo towarzyskich – obywamy się bez autografów i zdjęć 🙂 Ale jakby ktoś chciał zwierz nie będzie się sprzeciwiał. Dla niego to niewiele znaczy, a komuś może sprawić przyjemność.
Jaki stosunek masz stosunek do thrillerów i horrorów? Wiem, że serial o Hannibalu i Sleepy Hollow się Zwierzowi spodobał, ale na blogu się raczej teksty o takiej ciężkiej, mrocznej tematyce nie pojawiają.
Hannibala zwierz ogląda z bratem, który pilnuje by nikt zwierza nie zjadł, Sleepy Hollow wyłącznie kiedy jest jasno za oknem. Zwierz jest straszliwie bojaźliwy i boi się absolutnie wszystkiego – najlepszy przykład – na filmie Znaki bał się już napisów początkowych. Natomiast Thrillery lubi ale muszą być naprawdę dobre.
Oglądanie Sleepy Hollow wyłącznie kiedy jest jasno za oknem
Jak to jest z tym zarabianiem na blogu? Czy to o czym piszesz przynosi jakieś wymierne korzyści?
Wymiernych korzyści wiele ale nie koniecznie w postaci pieniędzy. Zdarza się zwierzowi zarobić na wpisach i są to nawet sympatyczne pieniądze (ok. 1 tys zł. za współpracę) ale zwierz nie dostaje często propozycji. Albo inaczej – rzadko dostaje propozycje jakkolwiek związane z tematyką bloga a to jest pewna zasada zwierza – nie pisać o bankach czy ubezpieczeniach na blogu o popkulturze. Ważne jest by nawet biorąc udział w kampaniach pamiętać o czym jest blog. Przynajmniej dla zwierza.
Twoje artykuły pojawiają się w różnych magazynach. Zgłaszasz się do nich, że chcesz coś dla nich napisać czy sami się odzywają?
Różnie bywa. W Polityce zwierz idzie dwa piętra wyżej i mówi, że ma pomysł. Magazyn Filmowy Agory zgłosił się do zwierza po tym jak zwierz skrytykował pierwszy numer czasopisma, w Stolicy zwerbowano go prawie z ulicy przez znajomą, Internetowe czasopisma zgłaszają się do zwierza.
Gatunki filmowe jakich Zwierz unika i nie ogląda jeśli nie musi i dlaczego?
Zwierz bardzo unika Horrorów. Poza tym nie przepada za filmami, które opowiadają o współczesnych działaniach wojennych. Zwykle chodzi o grupę mężczyzn biegających po pustyni – a to zwierza nudzi.
Czy oglądasz filmy i seriale animowane? Jeśli tak to jakie są Twoje najukochańsze?
Filmy animowane dość regularnie – głównie jednak te najbardziej reklamowane czyli Disney, Pixar, DreamWorks i wszelkie francuskie i japońskie produkcje pokazywane na dużym ekranie w kraju. Zwierz uwielbia dobrą animację (tata go tego nauczył) więc jeśli się go posadzi przed dobrym animowanym filmem zwierz z radością obejrzy. Niestety na seriale animowane zwierz nie ma czasu.
A co sądzisz o mandze i anime i tym jak to przeniknęło do naszego kraju?
Zdaniem zwierza manga i anime mają bardzo dużo do zaoferowania widzom i czytelnikom, problem w tym, że wciąż brakuje takich kanałów dystrybucji, które sprawiłby że osoba która dopiero chce zacząć nie czułaby się jak adept wchodzący do świątyni starożytnego kultu. Ostatnio byłam w Warszawie w księgarni poświęconej tylko mandze. Gdybym miała więcej czasu pewnie wybrałabym coś (z pomocą sprzedawcy) i zaczęła przygodę. Bardzo mi się tam podobało.
Co Cię inspiruje do pisania tekstów, co rozprasza i nie pozwala się skupić i jakie muszą być okoliczności, żeby wpis się na blogu nie pojawił?
Wszystko mnie inspiruje, to co widzę, czego nie widzę, jak się czuję, fakt że coś niewielkiego w serialu wpadło mi w oko, fakt że film w telewizji był dobry/beznadziejny, bo ktoś coś powiedział. Dzięki takim licznym inspiracjom mogę pisać codziennie. Skupiam się właściwie przy wszystkim ale nie potrafię jednocześnie rozmawiać i pisać. Zwłaszcza przez telefon. To jedyny czynnik, który mnie kompletnie rozprasza. Natomiast wpisy nie pojawiają się tylko wtedy kiedy jestem chora/mam bardzo ważne zawodowe rzeczy/ zwierz za dużo wypił/ jest 1 stycznia.
Przyjmijmy, że możesz umówić się na kawę z jednym z wymienionych bohaterów: Lokiego, Sherlocka, Dr. Who lub Hannibala rzecz jasna o twarzach Twoich ulubionych aktorów. Spotkanie z którym z nich wybierzesz?
Zwierz chętnie wybrałby się na kawę z Sherlockiem. Co prawda mogłoby to być spotkanie mało przyjemne ale przynajmniej miałoby mniej straszliwe konsekwencje niż spotkanie z Hannibalem czy Lokim. Natomiast kawę z Doktorem na pewno przerwałaby inwazja Daleków.
Zwierz wybrałby się na kawę z Sherlockiem
Kiedy nastąpił pierwszy przełomowy moment na blogu Zwierza Popkulturalnego? To było przy okazji jakiegoś konkretnego postu czy złożyło się na to kilka następujących po sobie czynników?
Zwierz ma wrażenie, że przełomem był drugi sezon Sherlocka. Zwierz był wcześniej trochę znany ale przy drugim sezonie kiedy jego recenzje pojawiały się w polskojęzycznym Internecie jako pierwsze – zwierz pisał je po nocy – blog zwierza wypłynął na szerokie wody. A potem był Blog Roku, duża aktywność na facebooku i tak dochodzimy do dnia dzisiejszego.
Co Cię najbardziej irytuje w popkulturze? Mam wrażenie, że twórców piszących o kulturze masowej spycha się na margines dziennikarstwa tymczasem popularność zarówno Twojego bloga jak i podobnych tematycznie zdaje się rosnąć z dnia na dzień. Sam skrobiąc sobie w swojej tematyce zauważyłem dość duży odzew i zapotrzebowanie na pewne artykuły.
W popkulturze irytuje mnie to jak duży wpływ na treść przekazu ma biznes. Za każdym serialem, filmem czy czasem nawet książką stoi sztab który dostosowuje treści do tego co się sprzeda. To trend zawsze obecny w popkulturze więc zwierza nie dziwi, ale boli. Co do pisania o kulturze – w Polsce uznaje się, że nikt się nie zna więc można pisać co się chce i jak się chce. To denerwujące. Bardzo denerwujące. Dlatego ludzie szukają dobrych treści na blogach.
Ile czasu zajmuje Zwierzowi napisanie jednego wpisu i jak się do tego przygotowujesz?
Przygotowanie do wpisu zależy od wpisu – czasem trzeba coś obejrzeć, czasem coś przeczytać, czasem przejrzeć Internet po wybranych hasłach. Natomiast najwięcej czasu zajmuje samo myślenie. Pisanie to jakaś godzinka dwie, choć czasem szukanie ilustracji zajmuje większość z tego.
Jakie książki czytasz najczęściej i o jakiej tematyce? Pojawiła się ostatnio jakaś ciekawa pozycja, która utkwiła w Twojej pamięci? Czytanie jakiej książki wspominasz najgorzej, przez co było Ci przebrnąć najtrudniej?
Zwierz uwielbia czytać biografie aktorów i wszystko dookoła filmu. Ostatnio zwierz przeczytał Władców Torrentów – książkę z artykułami o współczesnej telewizji jakościowej – czytanie jej i polemizowanie z niektórymi tezami to była naprawdę cudowna przygoda intelektualna. Najgorzej zwierz wspomina czytanie książek historycznych z epok które go nie interesowały do egzaminów na studiach.
Władcy Torrentów – lektura polecana przez Kasię
Myślałaś kiedyś o napisaniu książki poświęconej popkulturze? Sądzę, że znalazło by się pokaźne grono odbiorców. Sam mam w planach zacząć pisać w najbliższym czasie przewodnik po porytych filmach.
Zwierz się nad tym zastanawiał ale problem z popkulturą jest taki, że zwierz napisze a po pół roku książka będzie nieaktualna. Popkultura to coś o czym dobrze pisze się na bieżąco, ale cokolwiek by napisać stałego szybko staje się przestarzałe. Zresztą „o popkulturze” to strasznie szeroki temat.
Z czystej ciekawości zapytam bo bez muzyki żyć nie mogę: jakie zespoły i jacy artyści zajmują w serduchu Zwierza najwięcej miejsca?
Zwierz jest straszliwym przykładem istoty, która została wychowana przez ludzi którzy lubią muzykę mniej popularną. Stąd zwierz wyrósł w miłości do muzyki klasycznej. I tak zwierzowi zostało. Mozarta na drogę do pracy, Holsta na powrót, Czajkowskiego do pisania, Dworzaka do wszystkiego. Tylko może nie mów moim czytelnikom, bo się okaże że popu zwierz popkulturalny nie słucha. Ale żeby nie było na koncert Mumford and Sons zwierz się wybrał 🙂 Na McCartney’a zresztą też 🙂
Zwierz chętnie wybrałby się na koncert Mumford and Sons
Na ile udział w konkursie na Blog Roku i wygranie go w chyba najważniejszej moim zdaniem kategorii (blog internautów) pozwolił Ci rozwinąć skrzydła? Wiem, że jedna z nagród poszła na Wielką Orkiestrę, bardziej zastanawia mnie jak z odzewem magazynów wszelakich. Dzięki wygranej Zwierz zaczął częściej pisać do gazet?
Zwycięstwo w konkursie w tej kategorii o dziwo w przypadku zwierza niewiele zmieniło. Przybyło trochę fanów było miło zostać nagrodzonym ale właściwie tyle. Pisanie do gazet w najmniejszym stopniu nie wiąże się z wygraną. Ale zwierz myśli, że to kwestia specyfiki bloga – uważa się, że blogi o popkulturze są tak niszowe, że nie sposób ich wykorzystać komercyjnie. Natomiast zwycięski blog From Movie to Kitchen cudownie rozkwitł – jego autorka wydała książkę i naprawdę zaistniała nie tylko w świecie blogerów.
Które blogi czytasz z największym zainteresowaniem? Są jakieś szczególne, którymi się inspirujesz tworząc na swoim podwórku?
Uwielbiam czytać Fangirl’s Guide to the Galaxy – Rusty pisze inteligentnie z olbrzymim znawstwem i dobrym językiem. Uwielbiam Legendum Est bloga Ninedin – coś pomiędzy rozważaniami nad antykiem i popkulturą. Jest oczywiście Mysza Movie zwany przez niektórych bliźniaczym blogiem zwierza od czasu kiedy piszemy prawie takie same notki (tzn. o tym samym bo zdania są inne) i Wiedźma na Orbicie (gdzie zwierz czyta o grach w które nie gra). Ogólnie dużo dziewczyn zwierz czyta.
Zwierz bardzo dużo miejsca w swojej twórczości poświęca Wielkiej Brytanii. A jak oceniasz kondycję polskiego kina? Jacyś konkretni aktorzy przyspieszają bicie serca? Jakie filmy z naszego podwórka zrobiły na Tobie wrażenie w ostatnim czasie?
Och w Polsce wciąż jest taki problem, że wszyscy chcą stworzyć wielkie dzieło, a ludzie którzy robią kino rozrywkowe zamknęli się w latach 90 i uważają że wystarczy sparodiować jakieś schematy z kina zachodniego i będzie OK. Wciąż brakuje nam filmów, które nie są kręcone pod wycieczki szkolne. Ostatnio wrażenie zrobił na mnie Wałęsa. Zwierz spodziewał się chały a dostał naprawdę dobry zaskakująco mało rozpolitykowany film. Brawo Wajda.
„Wałęsa” – Zwierz spodziewał się chały, a dostał naprawdę dobry film
Jakie są plany Zwierza na najbliższy czas? O czym będzie można przeczytać? Czego się spodziewać? Sześć lat minęło odkąd popełniłaś tekst o Oscarach jak to jest możliwe, że jeszcze Ci się nie znudziło?
Zwierz ma straszliwie zatkany tydzień mnóstwem wydarzeń (będziemy oglądać filmy, seriale, a nawet gotować tzn. my zwierz) więc aż do piątku powinno być sporo wydarzeń (zwierz idzie na Koriolana do Multkina!). A to tylko ten tydzień. Myślę że pisanie mi się nigdy nie znudzi. Nawet jak napiszę sobie wcześniej notkę na bloga to i tak wieczorem zasiadam do pisania.
Na blogu Zwierza widnieje dość istotny wpis o przecinkach i popełnianiu błędów rozmaitych. Czytelnicy już się przyzwyczaili do tego drobnego mankamentu czy wciąż potrafią każdy błąd na stronach wypomnieć?
Czytelnicy – przyjęli zwierza z całym dobrodziejstwem inwentarza. Natomiast nowi czytelnicy bardzo często wypominają błędy. Samo zwrócenie uwagi nie denerwuje zwierza, raczej denerwuje go ton części wypowiedzi, w którym czuć poczucie wyższości.
Mogłabyś przybliżyć ideę GeekMarketu? Skąd pomysł na takie przedsięwzięcie? Jaki był odzew w zeszłym roku a jaki w tym? Udało się dzięki temu konkretnym artystom wybić i zdobyć nowych odbiorców?
Geek Market to pomysł, który wpadł zwierzowi do głowy jak wiele innych. Idea jest prosta – zebrać fajne geekowskie rękodzielnictwo w jednym miejscu. Jak na razie zwierz ma taki dość regularny odzew raz na pół roku – kilkanaście różnych stron chcących zaprezentować swoją twórczość – są zarówno początkujący jak i ci bardziej rozwinięci. Z tego co zwierz wie, może nikogo do sławy nie wyniósł ale wielu osobom zapewnił dodatkowy zarobek i nowe zlecenia.
Moje maglowanie dobiega końca. Ostatnie słowa należą do Ciebie.

Zwierz zawsze dziękuje fanom za obecność, bo dzięki nim już nigdy nie ogląda niczego sam (zawsze są z nim gdzieś z tył głowy).
Zwierza znajdziecie na: http://zpopk.pl/#axzz2wJR0AqTX