The Walking Dead

FINAŁOWE ROZTERKI, CZYLI O SZESNASTYM ODCINKU PIĄTEGO SEZONU „THE WALKING DEAD” SŁÓW KILKA.

Prolog

Ponad godzinny finałowy odcinek piątego sezonu „The Walking Dead” został poskręcany według prawideł, którymi rządzą się absolutnie najlepsze thrillery ostatnich lat. Dzięki wielowątkowemu poprowadzeniu akcji mogliśmy obserwować kumulację emocji poszczególnych bohaterów znajdujących się w bardzo zachwianym psychicznym stanie. Rzekłbym, że sezon ten urwał się nawet w bardziej drastycznym i dramatyczniejszym momencie niż poprzedni i zmusił mnie jako widza do dość rozbudowanej refleksji, którą postanowiłem tu Wam przytoczyć. Uważam bowiem, że znajdujemy się w najciekawszym momencie tego tasiemca od lat. Alexandria jako miejsce wydarzeń daje bowiem duże pole do bliższego poznania naszych bohaterów, którzy bardziej niż na szwędaczach mogą skupić się na sobie i tym czego im od dawna brakowało: na relacjach choć trochę zbliżonych do tych sprzed apokalipsy. 

the-walking-dead-conquer-6[1]

Obyś został na dłużej mistrzu zen!  (więcej…)

PRZYWÓDCA NA SKRAJU SZALEŃSTWA, CZYLI O PIĘTNASTYM ODCINKU PIĄTEGO SEZONU „THE WALKING DEAD” SŁÓW KILKA.

Wydaje mi się, że po tym epizodzie fani „The Walking Dead” podzielili się na dwa obozy. W pierwszym są ci, którzy widzieliby Ricka jako twardego przywódcę Alexandrii, w drugim zwolennicy Deanny, którzy zauważyli, że Grimes powoli odchodzi od zmysłów i staje się coraz bardziej radykalny i nieobliczalny. Sam nie byłem zaskoczony, że Rick został spacyfikowany. Inna sprawa przez kogo i w jakich okolicznościach. Pozwólcie jednak, że zacznę po kolei. Działo się bowiem dużo i ciekawie. I nie tylko Grimes wyszedł w tym odcinku na totalnego szaleńca. 

rick-walking-dead-5x15-recap-850x560[1]

Rick, chłopie, ogarnij Ty się!  (więcej…)

KAPCIE SPADAJĄ, SZCZĘKA NA PODŁODZE, CZYLI O CZTERNASTYM ODCINKU PIĄTEGO SEZONU „THE WALKING DEAD” SŁÓW KILKA.

Kiedy twórcy serialu są już w zupełności spełnieni jeśli chodzi o serwowanie odcinków o bardziej refleksyjnej, filozoficznej naturze to dostajemy takie ciosy jak ten. To jeden z tych fenomenalnych odcinków pełen napięcia i uświadamiający nam, że najprawdopodobniej nie wszyscy powrócą żywi. Bo każda misja mająca na celu przyniesienie czegoś z miejsca otoczonego przez nieumarłych może skończyć się katastrofą. Kilka osób wyraźnie pokazało swoją prawdziwą twarz. Ktoś okazał się bohaterem, a ktoś poległ w walce. To takie odcinki jak ten sprawiają, że TWD na etapie piątego już przecież sezonu wciąż dystansuje inne serialowe propozycje i jest ramówkowym królem. Wszystko wskazuje na to, że finał sezonu będzie taki jak mówił Norman Reedus – wyciskający łzy i wkurzający jednocześnie. 

the-walking-dead_season-5_episode-14_spend_lb-13-1050x715[1]

Prawdopodobnie to najlepszy odcinek od czasu trzeciego piątego sezonu.  (więcej…)

OUTSIDERZY, AKTORZY, ZOMBIE I ZBYT MILI SĄSIEDZI , CZYLI O TRZYNASTYM ODCINKU PIĄTEGO SEZONU „THE WALKING DEAD” SŁÓW KILKA.

I znów znajdujemy się na tym etapie podróży naszych bohaterów w poszukiwaniu względnie szczęśliwego końca, który część widzów określa jako nudny i mało interesujący tylko dlatego, że Rick i ekipa nie muszą wciąż uciekać  przed ciałożercami. Powtarzając w koło jak mantrę, że jest to bardziej dramat niż horror i bardziej o żywych niż martwych z ciekawością przyjrzałem się zachowaniom naszych ulubieńców, którzy nie potrafią się odnaleźć w nowym środowisku, są podejrzliwi i zaczynają kombinować. W Ricku zaczyna kiełkować coś więcej, w końcu byliśmy świadkami delikatnego buziaka, którym poczęstował niedawno poznaną, atrakcyjną blondynkę Jessie. A to może zwiastować niemałe kłopoty w tak hermetycznej społeczności jaką jest Aleksandria. No ale po kolei, pozwólcie, że przyjrzę się outsiderom, aktorom i zbyt miłym sąsiadom, u zombiaków się bowiem wiele nie zmieniło.

the-walking-dead-s05e13-2-600x400[1]

Pierwsza czy ostatnia do odstrzału?  (więcej…)

Próbując odnaleźć się w pozorach normalności, czyli o dwunastym odcinku piątego sezonu „The Walking Dead” słów kilka.

Kilka dni temu gruchnęła wieść, że finał piątego sezonu TWD będzie trwać 90 minut i wyciśnie z nas łzy i doprowadzi do złości. Cóż Norman Reedus może nam mydlić oczy swoimi medialnymi wypowiedziami, ale nie da się ukryć, że dla jego postaci tak jak dla wszystkich pozostałych zmieniło się praktycznie wszystko. Nad Alexandria Safe-Zone unosi się jednak aura niepokoju, a ludzie doszukują się nawiązań do Terminusa i Woodbury. No ale po kolei, po kolei, to był bardzo ważny epizod, który jest na dobrą sprawę nowym otwarciem, i sugeruje kilka ciekawych scenariuszy do dalszych „przygód” Ricka i spółki. 

rick_grimes_ha_dejado_atras_su_etapa_hipster[1]

Rick przypieczętował swoją wstępną przemianę. Fani brody jęknęli z bólu. (więcej…)

Kiedy nieufność rodzi przemoc, czyli o jedenastym odcinku piątego sezonu „The Walking Dead” słów kilka.

Jestem wielce podekscytowany faktem, że to właściwie pierwszy wpis na nowej odsłonie bloga. Część z Was już zdążyła się na nim rozgościć, ale nie da się ukryć, że za nim wszyscy stali czytelnicy się o nim dowiedzą to minie całkiem sporo czasu. Z pewnością dużo więcej niż Rickowi by ogarnąć, że nieznajomy Aaron ma wobec nich dobre intencje. Ten odcinek był jedną wielką wojną nerwów naszego przywódcy, który ufa bezgranicznie tylko sobie. Można by stwierdzić, że jego towarzysze pod postacią Glenna i Michonne reprezentują albo bardziej naiwne postawy, albo po prostu ich zmysł dedukcji jest niezawodny. W każdym razie co niektórym przyda się „odzwierzęcenie” bo przyjęcie Aaronowi nasz dowódca zgotował iście nokautujące.

screen-shot-2015-02-23-at-12-20-05-pm-5-things-you-might-have-missed-in-the-walking-dead-the-distance[1]

Coraz mniej człowieka w człowieku jest w panu Grimesie.  (więcej…)

Być albo nie być żywym trupem, czyli o dziesiątym odcinku piątego sezonu "The Walking Dead" słów kilka.

Z tymi „nudniejszymi” odcinkami TWD to jest tak, że jeśli nasi bohaterowie nie naparzają się z zombiakami to przechodzą kryzysy emocjonalne, a odcinki często mają formułę metaforyczną, filozoficzną i refleksyjną, krótko mówiąc w takich epizodach uwydatnia się główna idea „Żywych trupów”, zgodnie z którą jest to odcinkowiec głownie dramatyczny. Nieumarli owszem są istotnym elementem fabuły, ale to przecież historia o żywych a nie martwych co epizod „Them” dobitnie nam pokazał. Był płacz, było zgrzytanie zębami, była pozytywka i była… nowa postać. 

Bezsilność, słabość, niemal całkowite poddanie się i zniechęcenie do życia. Nasi bohaterowie stanęli w obliczu martwego punktu i śmierci z głodu i pragnienia. 

W tym odcinku otrzymaliśmy właściwie to czego bardzo brakowało w poprzednim. Łzy naszych ulubieńców opłakujących po kątach Beth i Tyreesea. Maggie nie mogła sobie poradzić z jednym tkwiącym w bagażniku nieumarłym, Daryl pod drzewem po prostu pękł na tysiąc kawałeczków, a Sasha pełna goryczy i złości naraziła całą grupę na niebezpieczeństwo. A wszytko przez utratę najbliższych, upał i brak wody. Nie pierwszy raz nasza grupka znalazła się w takiej sytuacji. O tym jak bardzo nieludzkie warunki nastąpiły dla grupy Ricka świadczy scena, w której wszyscy w milczeniu spożywają ustrzelone wcześniej psie mięso. Cóż może dziać się w ich głowach wiedząc, że spożywają „najlepszych przyjaciół człowieka”? Trudno stwierdzić choć był to krytyczny moment dla ojca Gabriela, który wyrzucił swoją koloratkę do ognia. Czy mentalnie przestał być duchownym i w pewnym sensie stał się równym pozostałym poszukiwaczom własnego kąta? Póki co nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Zauważyłem jednak, że w naszej wąskiej grupie zaczęły rozwijać się relacje pomiędzy bohaterami, którzy dotąd wiele ze sobą nie rozmawiali. Carl dał Maggie zepsutą pozytywkę, którą naprawił Daryl, Maggie i Sasha zbliżyły się do siebie, obie straciły członka rodziny. Noah próbuje odkupić swoje winy, po części odpowiada za śmierć bohaterów, którzy przez długi czas z nami byli. Carol w końcu mogła zbliżyć się do Daryla, który udaje twardego a płacze po kątach.

Zastanawiając się nad znaczeniem tytułu odcinka można było wnioskować, że spotkają oni nową grupę osób, obcych, do których będą musieli podchodzić jak do jeży. Później jednak okazało się, że twórcy mają na myśli po prostu nieumarłych. „Oni” to po prostu żywe trupy, którymi nasi bohaterowie za wszelką scenę nie chcą się stać choć i tak już nimi są (pamiętacie jak dowiedzieliśmy się, że wszyscy są zawirusowani?). Temat bycia żywym wśród martwych został poruszony w opuszczonej stodole, w której przed burzą ukryli się Rick z ferajną. Znów padło feralne hasło „We are the walkig dead” z ust Ricka i zaprzeczenie Daryla, rzucone jakby od niechcenia, a jednak mające niesamowitą moc. W tym momencie rozbłysła w mojej głowie lampka, że przecież tytuł serialu nie tyczy się tylko szwendaczy, a przede wszystkich tym, którzy dzień w dzień walczą o przetrwanie. Wątpię jednak, że uświadomi to malkontentów narzekających na brak akcji w docinkach, chcących ciągłego ataku stworów i walk do utraty tchu. W końcu to serial o istocie człowieczeństwa o walce o nie, o utraceniu i odzyskiwaniu go. Bardzo wymowna była scena w stodole kiedy nie tylko burza zaczęła napierać na schronienie ale i grupka „łokersów”. Przypominało to lustrzane odbicie otwierania stodoły w sezonie drugim kiedy okazało się, że Sophia została przemieniona. Tym razem zamiast otwartej walki cała grupa napierała na drzwi byleby żaden stwór się nie przedostał. Kiedy burza ustała okazało się, że przetrwali tylko dlatego, że byli w środku, powalone przez wiatr drzewa przygwoździły zombiaki na amen.

Nieznajomy imieniem Aaron. Zguba czy zbawienie dla naszych bohaterów? 

W ostatniej scenie twórcy zaserwowali nam ciekawy cliffhanger, oczom Maggie i Sashy ukazał się obcy imieniem Aaron, sugerujący, że jest postacią pozytywną. Wszystkie tropy wskazują, że nie kłamie i jest wysłannikiem pewnego osobnika z Alexandria Safe-Zone, jednej z kolejnych lokacji jaka powinna nam zostać pokazana jeśli fabuła podąża za komiksem. Prawdopodobnie to Aaron zostawił naszym ulubieńcom butelki z wodą na środku drogi chwilę przed tym jak spadł orzeźwiający deszcz. Na pewno więc nasi bohaterowie nie utkną w miejscu, świadczy o tym chociażby dynamiczny trailer, w którym Glenn jest w poważnych tarapatach. Lubię takie spokojniejsze epizody, dzięki którym mogę się zastanowić co tak naprawdę oglądam, o czym jest ta historia, która jakby nie patrzeć nie ma przecież zarysowanego choćby widma finału. A wiadomo, że wiecznie tego ciągnąć nie będzie można i w którymś momencie trzeba będzie losy Grimesa i reszty sensownie zakończyć. Póki co napawam się coraz lepszymi, naładowanymi symbolami i easter eggami odcinkami tego jakże znakomitego sezonu. Haters gonna hate, Stanley gonna love TWD forever! Do przeczytania za tydzień!

(więcej…)