Breaking Bad

25 najlepszych zakończonych seriali telewizyjnych według FKRBZM na 25 urodziny Stanleya

To było bardzo trudne zadanie. W wyniku selekcji, zamian miejscami, i ostatecznych wyroków część seriali z listy powypadało i musicie wiedzieć, że usuwałem je z ciężkim sercem. Starałem się stworzyć listę, która byłaby obiektywna, a jednocześnie uwypuklała moje fascynacje. Mogę jedynie dodać, że gdyby lista opiewała dwa razy więcej tytułów to z pewnością nie zabrakłoby Różowych lat 70, Alfa, Battlestar Galactica, Technicy-magicy, Detektywa Monka, Luthera, Hotelu Zacisze, Co ludzie powiedzą, Mam na imię Earl i kilku innych znakomitych seriali, a które w 25 po prostu zabrakło miejsca. Zapraszam do czytania! 

25.KUMPLE (Skins, 2007 – 2013). Z pewnością jeden z najciekawszych brytyjskich seriali dla młodzieży. Momentami mocno przerysowany i przegięty, ale dwa pierwsze sezony były takim majstersztykiem, że nie mogłem się powstrzymać przed umieszczeniem go tu. Jeśli lubicie bohaterów młodych sfrustrowanych i gniewnych to sprawdźcie też Wyklętych znanych bardziej pod tytułem Misfits. Jeśli miałbym wskazać ulubiony wątek Skinsów to z pewnością wskazałbym na relację Sida i Cassie. Cieszę się, że dwie znane z tego serialu mordeczki pojawiły się potem w Grze o Tron.
24.JAK POZNAŁEM WASZĄ MATKĘ (How I Met Your Mother, 2005 – 2014). Byłoby znacznie wyżej gdyby nie skopany na moje oko finał, który zrujnował życie milionom telewidzów. Niestety twórcy zagrali nam na nosie, postanowili stworzyć bardzo „życiowy” finał i tym samym wpienić tych, którzy oczekiwali wszystkiego, byle nie takiego zakończenia. Na szczęście w dużym stopniu rekompensuje to wszystko postać Barneya, dzięki której serial ostatecznie załapał się do zestawienia. 

23.SKAZANY NA ŚMIERĆ (PrisonBreak, 2005 – 2009). Do pewnego momentu, (a raczej do trzeciego sezonu) serial trzymał za gardło jak mało który. Każdy odcinek oglądało się z wypiekami na twarzy i wielkim WTF kiedy pojawiały się napisy końcowe. Niestety ostatni sezon tak jak w przypadku chociażby Dextera był wymuszony i pozbawiony żywotności. Tak czy siak za demolowanie mi głowy przez ładnych kilka lat wyróżnienie w tym gronie się jak najbardziej należy. 

22.STAR TREK (1966 – 1969). Bo jakaś konkretna reprezentacja serialu o tematyce s-f  poza ta z X w tytule być musi. Fani nie wybaczyliby mi nie umieszczenia na liście oryginalnej serii, które zresztą była godnie kontynuowana w późniejszych wariacjach, wersjach filmowych (starych i nowych). Z tego co pisze wynika, że wielkim fanem serii nie jestem, ale zdaję sobie sprawę jak inspirujące i ogromne jest to uniwersum, które szanować po prostu wypada, a któremu hołd non stop składają twórcy znakomitego Big Bang Theory

21.GOTOWE NA WSZYSTKO (Desperate Housewives, 2004 – 2012). Niby serial o żonach, matkach i kochankach a jednak nie był to tasiemiec bardziej trafiający w kobiecy gust. Bohaterki to znakomite intrygantki, manipulantki, noszące maski czarujących sąsiadek z naprzeciwka. Serial był skonstruowany tak by ładnie wyważać dramatyczność z komediowością, a każda z bohaterek została zarysowana na tyle silnie by widz nie miał problemu z wyborem tej najbliższej sercu. Nie da się ukryć, że odtwórczynie głównych ról po zakończeniu serialu gdzieś nam poznikały z radaru, mam nadzieję, że jeszcze nam o sobie przypomną. 
20.CALIFORNICATION (2007 – 2014). Bo Hank Moody to postać równie ciekawa co Barney Stinson, tyle, że z bardzo inną historią w tle. Postać grana przez Duchovny’ego jest sympatyczna, ale mocno zagubiona zarówno w sferze uczuć jak i w ogólnie otaczającym świecie. Historia pisarza, który zatytułował swoją książkę Bóg nienawidzi nas wszystkich (kłania się Slayer) została doprowadzona w tym roku do końca i wielce nie rozczarowywała, każdy szanujący się fan seriali powinien się z nią zaznajomić. 

19.PRZYJACIELE (Friends, 1994 – 2004). Przez 10 lat śledziliśmy ich porażki, sukcesy, rozterki, wpadki i wypadki. Dla jednych flaki z olejem dla drugich klasyk lat 90, który godnie zakończył swój żywot w XXI wieku. Joey doczekał się nawet własnego spin-offu. Jeśli chodzi o karierę aktorów znanych z serialu to najlepiej wyszła na tym wszystkim Jennifer Aiston, która swego czasu była nawet żoną Brada Pitta. W tym roku minęło już 10 lat od zakończenia emisji tego kultowego tasiemca, jak ten czas szybko leci… 

18.CZARNA ŻMIJA (Black Adder, 1982 – 1989). Cztery bardzo różnorodne serie tego brytyjskiego komediowego klasyka pokazywały jak wybitnym aktorem jest Rowan Atkinson i Hugh Laurie na długo zanim przyszła moda na Jasia Fasolę katowanego na Polsacie do granic wytrzymałości i znakomitego Dr House. Podróże w czasie były znakomitym pretekstem do pokazania epok w dziejach świata w krzywym zwierciadle. Do tego znakomity czarny humor, może nie tak abstrakcyjny jak u Pythonów, ale i tak w czołówce rozkładającego na łopatki. 

17.SZEŚĆ STÓP POD ZIEMIĄ (Six Feet Under, 2001 – 2005). Serial, który bezkompromisowo łamał tabu dotyczące nie tylko umierania (pokazana w nim rodzina Fisherów prowadzi zakład pogrzebowy) ale też związków homoseksualnych, pełen charakterystycznych postaci budzących skrajne uczucia. HBO od wielu, wielu lat pokazuje, że ich seriale to wyższy poziom sztuki i to, że rozgrywają się ma małych ekranach niczego im nie umniejsza, wręcz przeciwnie, gromadzą przed ekranami więcej widzów niż filmowe produkcje. Ten serial stanowczo należał do wybitnych osiągnięć stacji. 

16.DEXTER (2006 – 2013). Pozwoliłem sobie na tak wysokie miejsce w rankingu mimo dość niefortunnie napisanego zakończenia. Losy Dexa pokazywały nam ile w nas samych jest takich „mrocznych pasażerów”. Bo jeśli ktoś cieszył się, że dana postać została jakże ładnie zaszlachtowana przez milutkiego psychola to raczej to dobrze o nim nie świadczyło. Michael C. Hall stworzył postać złożoną, żyjącą z demonami w głowie w sposób bardzo wiarygodny więc ostatecznie przymykam oko na to co działo się w ostatnim sezonie. Przez ładnych kilka sezonów ten serial to był sztos i za to tak wysoka pozycja. 

15.HEROSI (Heroes, 2006 – 2010). Pierwszy sezon był absolutnie bezbłędny, drugi wciąż bardzo dobry, trzeci mocno chaotyczny i przekombinowany zaś czwarty moim skromnym zdaniem wymiatał po całości na równi z pierwszym. Zakochałem się w tym serialu opowiadającym o osobach z nadprzyrodzonymi mocami kiedy TVP miała przerwę w emitowaniu Lostów. Do dziś jest to jeden z moich najulubieńszych seriali, ale musi ustąpić miejsca pozycjom znajdującym się powyżej, no niestety. Głównie za ten trzeci skopany sezon. Aktorzy odwalali kawał znakomitej roboty, szczególnie Quinto jako Sylar, Oka jako Hiro, Coleman jako Bennet i Knepper jako Sullivan. Jeśli jaraliście się tym, a szukacie tasiemca w podobnym klimacie koniecznie sprawdźcie 4400

14.ALLO! ALLO! (1982 – 1992). Tu każdy bohater zabijał śmiechem. Tak indywidualnej i charakterystycznej galerii postaci ze świecą szukać w innych komediowych produkcjach. Wojenna satyra na najwyższym poziomie, bohaterowie uzbrojeni w klasyczne już „Dziń dybry”, „Słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzać” czy „Ty głupia kobieto”. Co ciekawe powtarzane w nieskończoność teksty bawiły za każdym razem, a coraz bardziej zagmatwana fabuła nie przeszkadzała w odbiorze serialu. Zawsze będę miał do niego mega słabość. 

13.ZWARIOWANY ŚWIAT MALCOLMA (Malcolm in the Middle, 2000 – 2006). Absurdalne przygody rodziny Malcolma przyciągały mnie do ekranu niczym magnes, to niesamowite, że twórcom wystarczyło pary na siedem sezonów. Bryan Cranston już na etapie grania w tym komediowym killerze udowodnił, że jest aktorem szalenie wszechstronnym, o bogatej mimice i pełen pomysłów na swoją postać. Jane Kaczmarek w roli Lous absolutnie niszczyła system, a dzieciaki grające rodzeństwo… cóż, tak popierdolonej rodzinki od czasów Bundych nie widziałem. 

12.KOMPANIA BRACI (Band of Brothers, 2001). Jedyny miniserial w zestawieniu, którego nie omówienie tu byłoby ciężkim grzechem, bo i seriali wojennych za dużo nie powstało. Opowiadający o losach kompanii E, 506 pułku piechoty spadochronowej z perspektywy tych, który brali udział w drugiej wojnie światowej. Serial został pieczołowicie przygotowany przez HBO, a w obsadzie znaleźli się tacy panowie jak Damian Lewis (Homeland), David Schwimmer (Przyjaciele) czy Donnie Wahlberg (brat Marka, Piła 2). Za kamerą min. Tom Hanks, który maczał tez wcześniej palce chociażby w Opowieściach z krypty

11.PRAWO ULICY (The Wire, 2002 – 2008). Realistyczny, brutalny, prawdziwy. Mieszanka dramatu z kryminałem, która zamieniła się w najczystsze złoto. Wszystko dzieje się tu w swoim tempie, akcja nie pędzi na łeb na szyję, możemy się silnie związać emocjonalnie z bohaterami, ale wypada się też nastawić na to, że możemy ich stracić. Na ekranie między innymi aktory powiązani obecnie lub kiedyś z serialami takimi jak Luther, The Walking Dead, Zagubieni. Mroczne arcydzieło telewizyjnej „rozrywki”. 

10.ZAKAZANE IMPERIUM (Broadwalk Empire, 2010 – 2014). Serial, w którym maczał paluchy Martin Scorsese nie mógł być słaby. I nie był. Produkcja HBO pokazywała czasy prohibicji takie jakimi były. Brudne interesy, mafijne porachunki, narkotyki, manipulujące swoim wdziękiem kobiety i on, Nucky, grany przez Steve’a Buscemiego. Na ekranie towarzyszą mu Michael Pitt, Michael Schannon czy Paz De La Huerta. Jeśli lubujecie się gangsterskich produkcjach to koniecznie obadajcie ten serial o ile jeszcze tego nie zrobiliście. 

9.SYNOWIE ANARCHII (Sons of Anarchy, 2008 – 2014). Dziś wyemitowano ostatni docinek tego rebelianckiego serialu o zdeprawowanych motocyklistach, którzy tak jak wszystkie grupy przestępcze mają jednak swoje zasady. Losy Jaxa Tellera przyciągnęły przed ekrany dzikie tłumy, które dostały serial o wyjątkowym klimacie, ze znakomitą muzyką i pierwszorzędnym aktorstwem. Na ekranie min. Charlie Hunnam, Kathy Segal (Świat według Budnych) i Ron Perlman. Dajcie się ponieść rykowi silników i buntowniczym postawom bohaterów, ten świat może nieźle wciągnąć. 

8.RODZINA SOPRANO (The Sopranos, 1999 – 2007). Mówi się, że ten serial był odpowiednikiem „Ojca Chrzestnego” na małym ekranie. Losy mafijnej rodziny mają na koncie pięć Złotych Globów, a świętej pamięci James Gandolfini pokazał się w nim jako aktor wybitny i pełen charyzmy. Rzecz jasna to kolejna propozycja od HBO, która święciła triumfy przez ładnych kilka lat. Jeśli chcecie przekonać się jak bardzo w życiu ważna jest rodzina to bez wahania sięgnijcie po sześć sezonów z życia państwa Soprano. 

7.DR HOUSE (House M.D., 2004 – 2012). Najnieprzyjemniejszy lekarz na świecie? Z pewnością najbardziej charakterystyczny, nieszablonowy, złośliwy i cyniczny. House’a dało się lubić, mimo, że z każdego drwił i wtykał nos w nie swoje sprawy. Z drugiej strony takiego wrażliwca i szaleńca w serialach ze świecą szukać. Hugh Laurie nie grał House’a. On nim był, uwiarygodnił go, urzeczywistnił, sprawił, że ludzie wyobrażali sobie jak by to było gdybyśmy byli jego pacjentami. Ekipę towarzyszącą miał całkiem nielichą, szkoda, że o części aktorów po zakończeniu serialu ślad zaginął. 

6.Z ARCHIWUM X (The X Files, 1993 – 2002). Przygody Muldera i Scully bawiły, straszyły i tumaniły. Po niektórych odcinkach się długo główkowało, po innych nie mogło się zasnąć Serial dawał popalić wyobraźni przez dziewięć sezonów. Serial podobnie jak Rodzina Soprano ma na koncie pięć Złotych Globów i rzeszę do dziś odświeżających go sobie fanów. A ilość teorii spiskowych, która pojawiała się w trakcie emisji poszczególnych sezonów była całkiem pokaźna. Cieszę się, że kariera aktorów odgrywających główne role potoczyła się w tak ciekawych kierunkach. Duchovny trafił do omawianego wcześniej Californication, Anderson do Hannibala

5.ŚWIAT WEDŁUG BUNDYCH (Married… with Children, 1987 – 1997). Nie wszyscy polubili ten specyficzny, dość agresywny rodzaj humoru. Serial piętnował przywary Amerykanów prezentując przeciętną rodzinę zbliżoną strukturą do animowanych Simpsonów. Jestem absolutnym maniakiem tego sitcomu, nie przypominam sobie bym oglądał coś tak bardzo trafnego i sarkastycznego w późniejszych latach. Ed O’Neill, odtwórca Ala trafił potem do obsady Współczesnej rodziny, Kathy Sagal czyli  serialowa Peg do Synów anarchii

4.ZAGUBIENI (Lost, 2004 – 2010). Oficjalnie jest to mój serial wszech czasów, najlepszy, najgenialniejszy, misternie utkany, z masą postaci, których wątki przenikają się i krzyżują, przeładowany filozofiami, teoriami i Bóg wie czym jeszcze. Dla mnie doskonały, lecz nie dla wszystkich, którzy zaczęli narzekać w okolicach czwartego sezonu, który rzeczywiście lekko rozczarowywał. Był to jednak okres strajku scenarzystów, który odbił się na niejednej produkcji swego czasu. Tak czy siak niektórych mocno zawiódł finał, z którego „banalności” się długo nabijano. Ja jednak pozostaję tym niewzruszony i kocham Lostów do szaleństwa. 

3.BREAKING BAD (2008 – 2013). No tu nie mogło być inaczej. Losy Waltera White’a są po dziś dzień pasmem dyskusji, przekrzykiwań i  pytań bez odpowiedzi. Bo Heisenbergiem to on tylko bywał, a Walterem był cały czas. Więc złym czy dobrym człowiekiem był hmmm? Każdy sobie na to pewnie we własnym serduchu próbował odpowiedzieć. Nie zmienia to faktu, że serial się nie dłużył na siłę, został opowiedziany od początku do końca tak jak należy i pozostawił widzów zadowolonych, bo „skończył się tak jak powinien”. Bryan Cranston i Aaron Paul stworzyli genialny, uzupełniający się duet postaci, które budzą bardzo mieszane uczucia. 

2.LATAJĄCY CYRK MONTY PYTHONA (Monty Python’s Flying Circus, 1969 – 1974). Surrealizm, satyra, sarkazm, balansowanie na granicy dobrego smaku, momentami świadome ich przekraczanie. Takimi słowami i zwrotami można określić Latający Cyrk, który tworzyli znakomici komicy i aktorzy. Najlepiej na tym wszystkim wyszli Cleese, który udzielał się w potem w utrzymanym w duchu Cyrku Hotelu Zacisze i Gilliam, który z powodzeniem kręci pokiereszowane filmy z „Las Vegas Parano” i „12 małpami” na czele. Co prawda poszczególne odcinki Cyrku nie tworzyły zwartej fabuły, ale pokazywane w nich historyjki krążą w żyłach niejednego maniaka czarnego dowcipu. Być może nikt nie spodziewał się na miejscu drugim hiszpańskiej inkwizycji, ale Cyrku jak najbardziej mógł oczekiwać. 

1.MIASTECZKO TWIN PEAKS (Twin Peaks, 1990 – 1991). Serial Davida Lyncha (trzy Złote Globy) do dziś jest dla wielu nierozwiązaną zagadką, którą „Ogniu krocz za mną” wcale nie przybliżyło do jej rozwiązania. Twin Peaks jest najbardziej poschizowaną okolicą serialową jaką było nam dane widzieć na oczy, a Kyle McLachlan gra jednego z najciekawszych agentów FBI jakich sportretowano na małym ekranie. Lynch „odgraża się”, że powróci do swojego projektu z lat 90, boję się jednak, że nie podoła i zrobi wielką, nieprzyjemną kupę, więc póki co uznaję Dwa Pagórki za rozdział zamknięty, a nóż zrezygnuje z tego genialnego pomysłu. Serial do dziś odbija się solidnym echem w popkulturze, wystarczy, że wspomnę o istnieniu hard rockowej grupy Audrey Horne czy o wdzięcznej ksywie jednej z czytelniczek mojego bloga, Laury Palmer, którą z tego miejsca pozdrawiam. I to by było na tyle moi drodzy, dzięki, żeście dotrwali do końca! 

Bo to zła kobieta była… czyli 10 ekranowych psychopatek, których nie chcielibyście spotkać na swojej drodze (część 1)

Boguś Linda mawiał, że kobiety są złe. Bo i są, nie da się ukryć, że niektóre z nich swoim szaleństwem przebijają wzorcowych ekranowych „zwichrowanych na umyśle”. Ukrywają się za maską uprzejmości i ciepła, są seksowne i rozpalające wyobraźnię. Albo udają miłe sąsiadki zza miedzy. A w głowie tylko żądza mordu, destrukcji i zemsty. Przedstawiam Wam kobiety, które nie mają problemu z ubabraniem się krwią po łokcie. Przerażające ale i fascynujące jednocześnie. 

ANNIE WILKES („Misery”, 1990, reż. Rob Reiner)
Fajnie jest mieć czytelników. Uwielbiam mieć kontakt z osobami, które interesuje to co robię. Jak zapewne wiecie zamierzam napisać pierwszą w swojej karierze książkę i tu zaczyna się pierwszy pierwszy niepokój związany z posiadaniem fanek. Bo jeśli trafi się taka Annie to prawdopodobnie moje zdrowie srogo ucierpi, ba być może nie wyjdę z tego żywy. Rzecz jasna żartuję, ale postać Annie do dziś budzi emocje, a kreacja Kathy Bates jest zjawiskowa godna, jej postać mogłaby się dogadać z Normanem Batesem z „Psychozy”. Z drugiej strony przypowieść o tym, że nie warto być fanatykiem, sami dobrze wiecie jak to się skończyło.

CARRIE WHITE („Carrie”, 1976, reż. Brian De Palma)
Posiadanie zdolności paranormalnych i bycie córką niemal tak samo szalonej matki zobowiązuje. Carrie (ta o twarzy Sissy Spacek) to postać, która sprawia, że można się spocić i zacząć nerwowo przełykać ślinę. Co prawda różni się od książkowej (powieść Stephena Kinga), ale i tak nie sposób nie być przerażonym na jej widok. Nie wiem jakim cudem jej koledzy z klasy nie zauważyli z jakim demonem mają do czynienia. Brrrr…

CATHERINE TRAMELL („Nagi instynkt”, 1992, reż. Paul Verhoeven)
Można na jej widok dostać solidnego namiotu. Sharon Stone idealnie wcieliła się w postać morderczego wampa, który potrafi omotać każdego faceta. Gdyby nie te zapędy do wbijania szpikulców to można by ją nawet polubić, ale w zaistniałych okolicznościach najlepiej myśleć o niej jako o wrogu męskiego rodu, który nie dość, że ogłupia to jeszcze eliminuje. Cóż za niebezpieczna istota. 
CRUELLA DE MON („101 dalmatyńczyków”, 1996, reż. Stephen Herek)
Miłośnicy zwierząt mają ją na czarnej liście. Jej obsesja na punkcie futra stawia ją nawet wyżej od jakże zacnych ekranowych morderczyń. Zresztą spójrzcie sobie na jej imię i nazwisko. Okrutny Demon. I wszystko jasne. Glenn Close w swojej popisowej roli, której nie mogłoby tu zabraknąć, mimo, że film jest przecież familijny. A jak ona dystyngowanie w nim wygląda! 
PANNA MŁODA AKA „CZARNA MAMBA” („Kill Bill vol.1” i „Kill Bill vol.2”, 2003 i 2004, reż. Quentin Tarantino)
Uma Thurman wpada w szał zabijana w rytmie bardzo niepokojących dźwięków, które jeżą włos na głowie. Tarantio jak to Tarantino, zapatrzył się w kino zemsty i sam takowej za pomocą Czarnej Mamby dokonał. Krwawych tańców nie ma końca, a zemsta zaserwowana na zimno smakuje wybornie. Do tego te żółte wdzianko i niezaprzeczalny urok osobisty. Tak czy siak nie chciałbym podpaść, bo mógłbym zostać bez głowy. 
SKYLER WHITE („Breaking Bad”, 2008 – 2013, twórca Vince Gilligan)
Kurwa mać! Ja pierdolę! Co za babsztyl! Nic dziwnego, że Walter stawał się coraz bardziej nerwowy z sezonu na sezon. Ta kobieta jest bardziej niebezpieczna dla psychiki niż wszystkie inne postacie z tej listy, dlatego należy jej się tu miejsce właściwie honorowe. Znakomicie zagrana postać przez Annę Gunn, z którą za żadne skarby świata nie chciałbym się zapoznać, toż to krew człowieka zalać może. Zdrady, pretensje, mina wiecznie zdziwionej tym co zrobiła. A do tego niesamowita hipokrytka. Kończę nim eksploduję. 
GEUM-JA („Pani Zemsta”, 2005, reż Chan-wook Park)
Za krzywdy wyrządzone przed laty, za więzienne życie. Zemsta. Może nie tak spektakularna jak w „Kill Billu”, ale nosząca znamiona geniuszu i wyjątkowej estetyki. Gemu-ja jest urocza i przepełniona nienawiścią. Należy zachować szczególną ostrożność jeśli pojawi się w zasięgu wzroku. Koreański demon o anielskiej twarzy. 
ASAMI YAMAZAKI („Gra wstępna”, 1999, reż. Takashi Miike)
Ta niepozorna panna odpierdala takie rzeczy w klasyku szalonego Miike, że to się w głowie nie mieści. A taka z początku do rany przyłóż. A potem rany zadająca. Spojler to to nie jest, wystarczy na plakaty zerknąć. Bardzo dziwna bohaterka srogo nawiedzonego filmu. Akupunktura nabiera tutaj nowego wymiaru. Strach się bać. 
CERSEI LANNISTER („Gra o tron” 2011 – ?, twórcy David Benioff, D.B Weiss)
Znakomita intrygantka, która płodzi dzieciaki z własnym bratem. Jest niezrównoważona i bez mrugnięcia okiem skazuje Tyriona na śmierć. Jest dumna, protekcjonalna i nie da sobie w kaszę dmuchać. Stanowczo szybciej pewne rzeczy robi nim o nich pomyśli. Spotkanie z nią mogłoby zakończyć się skróceniem o głowę. Cóż z tego, że nie z jej rąk bezpośrednio skoro ma taką władzę? Czołowa serialowa wariatka, do której niektórzy niestety mają słabość. 
JENNIFER HILLS („Bez litości”, 2010, reż. Steven R. Monroe)
W psychice tej pani spustoszenia dokonał brutalny gwałt. Wyłączył się w niej człowiek, a włączyła bestia. Bez mrugnięcia okiem zamieniła życie oprawców w piekło, i strumień niekończącego się cierpienia. Jest o wiele bardziej świrnięta do swojej wersji z roku 1978 znanej pod tytułem „Pluję na Twój grób”. W sumie to popieram jej czyny choć zdaję sobie sprawę, że normalna to ona nie jest i raczej nie chciałbym jej bliżej poznać bo cenię swoją męskość.Sądzę, że zmiany w jej psychice stały się na tyle nieodwracalne, że mogłaby załatwić i przypadkowego typa, który krzywo się do niej uśmiechnie, także ratuj się kto może! 
P.S: W drugiej części min: Mallory Knox, Beverly R. Sutphin i Bellatrix Lestrange

10 najlepszych ekranowych duetów według FKRBZM (część pierwsza)

To nigdy nie jest łatwe zadanie, bo każdy by widział w takich zestawieniach kogo innego. Jest to jedynie mój indywidualny wybór podyktowany takim a nie innym widzimisię. Także nie marudźcie, że Wam kogoś brakuje! Zapraszam do czytania! 
LEON I MATHILDA („Leon zawodowiec”, 1994, reż. Luc Besson)
Dorosły mężczyzna i dziecko. Płatny morderca i jego pojętna uczennica. Przyjaźń na całe życie. Jedna z ról życia Jeana Reno i piękny start Natalie Portman. Jeden z tych duetów, o których rozmawia się przez lata. 

HAN SOLO I CHEWBACCA („Gwiezdne wojny”, 1977, 1980, 1983, reż. George Lucas)
Duet humorystyczny, niby C-3PO i R2D2 mieli lepsze momenty, ale to jednak Han i Chewbacca mieli lepsze… mmmm… dialogi. Pomruki włochatego i riposty Solo, stanowczo jeden z najlepszych duetów jeśli chodzi o kino s-f. 
MICKEY I MALLORY KNOX („Urodzeni mordercy” 1994, reż. Oliver Stone)
Najsympatyczniejsi mordercy w historii kina? Jak dla mnie owszem. Postacie wyraziste, zwichnięte na umyśle i magnetycznie przyciągające do ekranu. Po prostu świetne. 
SHAUN I ED („Wysyp żywych trupów”, 2004, reż. Edgar Wright)
Nikt tak jak oni nie załatwiał zombie. Cenię za brytyjskie poczucie humoru, kontrastowość i różnice w charakterach i stopniu inteligencji. A jako duet aktorski Pegg – Frost też są niesamowici. 
DRISS I PHILIPPE („Nietykalni”, 2011, reż. Olivier Nakache, Eric Toledano)
Piękna przyjaźń. Prawdziwa i tak delikatnie pokazana. Driss pokazał Philippe’owi jak można cieszyć się życiem będąc uwięzionym we własnym ciele. A duet Sy – Cluzet jest pełen pozytywnej  i zaraźliwej energii. 
WALTER WHITE I JESSE PINKMAN („Breaking Bad”, 2008 – 2013, twórca,. Vince Gilligan)
Błędem byłoby powiedzieć, że między tymi panami była tylko chemia. Były też pieniądze i momentami dość szorstka przyjaźń. Świetnie oglądało się ich słowne potyczki i często dochodziło do rękoczynów. Byli absolutnie najlepsi! 
SHERLOCK HOLMES I JOHN WATSON („Sherlock”, 2010 – ?, Steven Moffat, Mark Gatiss)
I druga serialowa para w tym zestawie. Panowie znakomicie się uzupełniający i mający dziką rzeszę fanów. Wcale mnie to ni dziwi, razem są znakomici. Stanowczo wolę tych dwóch znacznie mroczniejszych i bardziej charakternych panów od tych portretowanych przez Downeya Jr i Lawa. 
TIMON I PUMBA („Król Lew”, 1994, reż. Rob Minkoff,Roger Allers)
Coś na zasadzie animowanego Flipa i Flapa. Mieli znakomite przygody i przezabawne teksty. Takich przyjaciół ze świecą szukać. Nawet Shrek i Osioł na moje oko nie byli sobie tak bliscy. 
VINCENT VEGA I JULES WINNFIELD („Pulp Fiction”, 1994, reż. Quentin Tarantino)
Tutaj chyba wyjaśnienia są zbędne. Panowie są ikonami jeśli chodzi o ekranowe duety. Ich rozmowy na temat stóp, cytowanie zmyślonego fragmentu Pisma Świętego, wypadek w samochodzie. Klasyczny ekranowy duet. 
PAUL I PETER („Funny Games” 1997 lub 2007, reż. Michael Haneke)
Dwóch psychopatycznych dręczycieli i morderców o nienagannych manierach i schludnych ubraniach. Niewinny wygląd to tylko pozory. Ci panowie to potwory – przebiegli inteligentni i źli do szpiku kości. 

10 niezapomnianych ekranowych śmierci w historii kina i telewizji (część pierwsza) [SPOJLERY]

Jako, że ostatnio w pewnym bardzo popularnym serialu doszło do bardzo efektownego i świetnie zagranego zejścia postanowiłem przypomnieć co bardziej poruszające i zapadające w pamięć sceny śmierci. Rzecz jasna dla tych co nie oglądali pewnych filmów będą to duże spojlery także… shit happens. 
MUFASA („Król Lew”, 1994, reż. Rob Minkoff, Roger Allers) 
Chyba jeden z najbardziej traumatycznych zgonów naszego dzieciństwa. Tylko twardziele nie płakali po Mufasie. Ja płakawszy jak bóbr. Twórcy disneyowskich animacji wiedzieli, że najmłodszego widza także należy oswajać ze śmiercią. Powstała dzięki temu jedna z najbardziej poruszających scen w historii animacji. W końcu każdy z nas kiedyś traci ojca… Z drugiej strony śmieć matki Bambiego też wwierca się w zwoje i pozostaje na długi czas…

JOHN COFFEY („Zielona Mila”, 1999, reż. Frank Darabont)
Mam wielką słabość do tego filmu i porusza mnie za każdym razem. John jest jedną z najbardziej magicznych postaci, która zupełnie nie pasowała do naszego świata. Zbyt dobry, zbyt przyjazny, znajdujący uciechę w tym co jest nam obojętne. Niesamowita kreacja świętej pamięci Clarke’a Michaela Duncana. Płaczę za każdym razem. 
CHARLIE PACE („Zagubieni” 2004 – 2010, twórca J. J. Abrams) 
Koniec trzeciego sezonu. Spłakałem się niemiłosiernie, zryło mi mózg we wszystkie możliwe strony. Charlie był moim ulubionym bohaterem. Cliffhanger był miażdżący. To był jeszcze ten czas kiedy Lostów nadawano w TVP i czekałem co tydzień na każdy odcinek. 
ROY BATTY („Łowca androidów”, 1982, reż. Ridley Scott)
Jeden z najlepszych monologów przedśmiertnych ever. Wypowiedziany nie przez człowieka a robota. Rola życia Rutgera Hauera. I ten wszechobecny deszcz. Tak się tworzy wiekopomne sceny. Kto nie widział ten trąba. 
WALTER WHITE („Breaking Bad”, 2008 – 2013, reż. Vince Gilligan)
Martwy za życia? Rak to nie wyrok! Paradoksalnie Walter czerpał z niego całymi garściami, jednak z niezbyt dobrych dla niego i rodziny źródeł. Był wybitnym kucharzem i odszedł w glorii i chwale – dokonał zemsty i zapłacił za swoje grzechy. Tak umierają najwięksi bohaterowie. 
KANE („Obcy – 8. pasażer Nostromo”, 1979, reż. Ridley Scott)
Ależ to było szokujące! Koniec lat 70, jedna z najbardziej kultowych horrorów s-f w historii kina. To było brutalne, niespodziewane i łojące czachę. Obcy do dziś porusza wyobraźnię i jest najbardziej znanym wytworem wyobraźni Gigera (obok kultowych okładek płyt Celtic Frost, Triptykon, ELP, Carcass czy Danziga). 
BILL MURRAY („Zobieland”, 2009, reż. Ruben Fleischer)
Wyrwało mnie z kapci. Jedno z najlepszych cameo ever. Jeśli prawdziwa apokalipsa zombie miałaby nagle nastąpić to już wiemy czego Bill nie zrobi. Na pewno NIE ucharakteryzuje się na zombie i nie będzie go udawać. 
CHAD FELDHEIMER („Tajne przez poufne”, 2008, reż. Ethan Coen, Joel Coen)
Jeśli kiedyś będziecie się ukrywać przed kimś w jego domu to nigdy nie wybierajcie szafy na kryjówkę. Nigdy. Inaczej skończycie jak Brad Pitt w tej jakże pokręconej komedii. 
THERESA MILLS („Siedem”, 1995, reż. David Fincher)
Do dziś finał tego dzieła uważa się za wstrząsający i nieoczekiwany. A wszystko w wykonaniu szaleńca i geniusza jednocześnie. Jedno wielkie WOW i zbieranie szczęki  z podłogi. 
JOFFREY BARATHEON („Gra o tron”, zgon nastąpił we wczorajszym odcinku, twórcy David Benioff, D. B. Wiess)
Spektakularny zgon! Podczas wspaniałego, upokarzającego wesela, po popiciu pasztetu Joffrey zszedł z tego świata. Z jednej strony wszyscy na to czekali, z drugiej szkoda, że Jack Gleeson zniknie z ekranu. Wielki respekt dla tego aktora.