NIEWIASTA OBLECZONA W SŁOŃCE, CZYLI O DZIESIĄTYM ODCINKU TRZECIEGO SEZONU “HANNIBALA” SŁÓW KILKA.

Wygląda na to, że nie zmienię swojego nastawienia co do kończącego się powoli „Hannibala”. W ostatnim wpisie wyraźnie zaznaczyłem, że gdyby nie Smok to serial byłby obleczony (he, he) w same dłużyzny. Na szczęście każda sekunda z Armitagem i coraz rzadsze właściwie sceny z samym Hannibalem rekompensują ziewanie przed ekranem. Will jest totalnie rozbitym psychicznie osobnikiem, Bedilia stosuje swoje metafory niczym Rogucki w Comie, a Jacka i Alany wcale nie uświadczyliśmy. Ech… wydaje się, że mogłoby być lepiej i bardziej mrocznie. Ale parę scen było istotnych dla fabuły więc pozwólcie, że się na nich skupię. 

ustv-hannibal-s03e10-still-03[1]

Panowie wciąż lubią sobie pogadać. 

Twórcy próbowali nam wytłumaczyć dlaczego osobisty psycholog Hannibala się z nim związał i dlaczego Bedila właściwie czerpała radochę z relacji z Lecterem. Babka nie dość, że się dzięki niemu trzyma na finansowej i fejmowej powierzchni to jeszcze pozwoliła sobie na udzielenie kilku rad Willowi. Strrrrasznie to było przeciągane na siłę, ale historia z pacjentem (znakomita rólka Zachary’ego Quinto) i metafora zgniatania rannego ptaka były całkiem ciekawe. Na każdym kroku pokazuje nam się manipulatorską naturę Lectera, jego umiejętność nie tylko zjadania ciał, ale i pochłaniania dusz. Ten osobnik po prostu testuje ludzi zawsze i wszędzie, a do tego jest obiektem wręcz świętym w oczach Smoka, któremu nawet się udało do Lectera dodzwonić.

william_blake_-_the_great_red_dragon_and_the_woman_clothed_in_sun[1]

Wielki Czerwony Smok i Niewiasta Obleczona w Słońce. 

Sam fakt, że Dolarhyde mógł swojemu mentorowi przekazać czym się staje jest dla niego niezmiernie ważny. Smok nie jest postacią podobną do Patricka Batemana czy Johna Doe, morderstwa jakich dokonuje nie są podyktowane nienawiścią do świata jako takiego, są krokiem do dalszej ewolucji, w tym mężczyźnie tkwi prawdziwy demon, który potrafi się zauroczyć kobieta. Kobieta czystą, nieświadomą tego z kim obcuje, nie mogącą zobaczyć we Francisie bestii. Wycieczka do zoo, możliwość pogłaskania tygrysa? To nie jest planowana przez Smoka randka, on nie podrywa niewiasty obleczonej w słońce. Dolarhyde poza zmaganiem się z wewnętrzną przemianą jest pełen naturalnych instynktów, czuje pociąg seksualny do kobiety w której widzi coś dużo, dużo więcej niż zobaczyłby ktokolwiek inny. Jest więc ona katalizatorem jego przemiany, a jednym z kolejnych jej elementów ma być pochłonięcie obrazu Williama Blake’a „Wielki Czerwony Smok i Niewiasta Obleczona w Słońce”. Scena konsumpcji tegoż  dzieła jest absolutnie powalająca. Armitage jest równie genialny co Fiennes, czasem zastanawiam się czy nie lepszy. Rzecz jasna jakże przerażające wcinanie obrazu musi przerwać pojawienie się Willa, chodzącemu po piętach Smokowi, dla którego pierwszy kontakt z Dolarhydem kończy się dość boleśnie.

Rzecz jasna Will byłby w czarnej dupie gdyby nie Hannibal podpowiadający mu gdzie może pojawiać się Francis, a jednocześnie zatajający istotne informacje na jego temat. Także nasz ulubieniec nawet za szklaną szybą pogrywa sobie ze wszystkimi w najlepsze mimo ograniczonego pola do działania. Także ostatecznie koleś odcięty od rzeczywistego świata robi w konia wszystkich wokół, szczególnie tych, którzy przyczynili się do jego ujęcia. W dużej mierze robi więc to co sam sobie ładnie zaplanował, a bohaterowie są marionetkami w jego rękach. I z pewnością kolejną laleczką zostanie Francis o czym przekonamy się w następnych epizodach. Do przeczytania za tydzień!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s