BRUDNY ŚWIAT PEŁEN PRZEMOCY, SEKSU I ŚMIERCI CZYLI O PIĄTYM, SZÓSTYM I SIÓDMYM ODCINKU “TRUE DETECTIVE 2″ SŁÓW KILKA

Dość dziwnie czułem się nadrabiając zaległe odcinki „True Detective 2”. Zanim przysiadłem do oglądania pewnego upalnego wieczoru, przyszła do mnie z samego rana paczka od HBO z gadżetami związanymi z tym serialem. I tak sobie patrzyłem na koszulkę z napisem „We Get The World We Deserve” i zacząłem układać w głowie to co do tej pory zobaczyłem. Zapewne pamiętacie, że traktuję ten sezon dość powściągliwie i nie do końca kumam jego tempo i pokazywanych nam bohaterów. Całą czwórkę jest po prostu ciężko ogarnąć, a sprawa zabójstwa Caspere’a właściwie jest tylko tłem do pokazywania nam co bardziej „zwichniętych” zachowań i nawyków zniszczonych życiem postaci. Na szczęście im dalej w las tym więcej drzew, znaczy się im bliżej finału tym bardziej barwniejsze stają się kreacje Farrella, McAdams, Vaughna i Kitscha. A fabuła zdążyła się cholernie zagęścić i w końcu trzymać za gardło.

maxresdefault[1]

Farrell w swojej kreacji jest fenomenalny. 

Nie stało się to co prawda już na samym początku piątego odcinka, zaczął się równie niepozornie co poprzedni, ale sprzedał mi kopa tam gdzie trzeba na sam koniec. Frank Seymon w końcu stał się postacią bezwzględną i bogatą w skrajne emocje, Vaughn pokazał, że wcale nie ustępuje Colinowi i Rachel. Nie poddaje się choć został wydymany na grubą kasę, nie traci wiary w swoje małżeństwo, mimo, że Jordan nie może mieć dzieci. Jak zdążyliśmy się przekonać oszukują go niemal wszyscy i to właściwie najbliżsi współpracownicy. Stopniowo Frank rozgryza swoich wrogów, aż w końcu w odcinku siódmym przemienia się w bezwzględną bestię i w końcu pociąga za spust pozbywając się zdrajcy. Ochładzają się też jego relacje z Velcoro, ale nic w tym dziwnego, podał mu fałszywe namiary na gwałciciela jego żony, choć przecież nie mógł wiedzieć, że sam otrzymał fałszywą informację. Pod koniec siódmego odcinka widzimy jak podpala bezcenne dla jego wrogów budynki, gość właściwie sam na siebie wydaje wyrok i mam nadzieję, że nie zginie w finale serii.

Absolutnie najlepszą postacią jest wciąż Ray Velcoro. Farrell jest fenomenalny i każda scena z nim praktycznie sprawia, że chce się ten sezon oceniać wyżej. Walka o syna, walka z żoną, z narkotykami, powolna fascynacja Bezzerides. Jego skomplikowane relacje z Frankiem, te wszystkie spotkania i rozmowy i wewnętrzne sprzeczności. To postać sfrustrowana, rozbita i nieszczęśliwa. Przekłada się to na bezwzględność i odreagowywanie przemocą, choć trzeba przyznać, że jego krewkość pomaga mu wyciągać potrzebne informacje z kogo trzeba. Bardzo podobała mi się scena rozmowy z Frankiem ze spluwami pod stołem, pełna napięcia, gęsta od negatywnych emocji oraz przebywanie z synem pod opieką babki nadzorującej spotkanie. To wtedy Ray podjął decyzję, że sobie odpuszcza, a kiedy zrozumiał konsekwencje tej decyzji to zaćpał się i zachlał na amen (bardzo mnie ta scena poruszyła, Farrell odwalił kawał znakomitej roboty). Wydaje się po tym zresetowany i bardziej skupiony na tej całej kryminalnej intrydze, w której piętrzą się coraz mroczniejsze wydarzenia (tak zwany domek tortur, który odkryła Ani i Paul pod koniec odcinka szóstego). Spodziewałem się, że w końcu zbliży się do Ani, kibicowałem tej rozbitej dwójce od początku mimo nie sprzyjających okoliczności. Problem w tym, że nasi bohaterowie nie są bezpieczni, wokół nich zaczynają ginąć sojusznicy co spowodowane jest tym co zobaczyła Bezzerides w „burdelu”.

td2071080phdtvx264-batvm[1]

Nie polubiłem Paula, ale jego śmierć mnie poruszyła. 

No właśnie, Ani. Ani jest bohaterką przekonującą, degradacja nie przeszkadza jej wciąż rozwiązywać sprawy od której to całe piekło się zaczęło. Kobieta dzięki swojej siostrze dostaje się na zamkniętą imprezę udając prostytutkę. Zostaje odurzona ecstasy, ma nie do końca w sumie jeszcze wyjaśnione wizje i jest zmuszona do zabicia jednego z goryli. Sceny podczas tak właściwie zbiorowej orgii należą do najmocniejszej w całej serii, są duszne, budzące odrazę, mordy tych śliniących się bogaczy i puste oczy naćpanych laleczek biją po oczach choć nie są przecież w centrum uwagi, kamera wciąż jest skupiona na przemierzającej piekło Ani. Mam świadomość, że takie imprezki nie są tylko wymysłem scenarzystów by wzmocnić i przybrudzić moralnie serial i rzeczywiście mogą mieć miejsce, a biorą w nich udział paskudnicy z wysokich stanowisk. I jest to przerażające i psychicznie przytłaczające, ale no to temat na inny wpis. Ani po brawurowej ucieczce z willi jest jeszcze długo na haju i już zaczyna się przyklejać do Velcoro, który ma jednak trzeźwy umysł. Do ich zbliżenia dochodzi tak czy siak pod koniec siódmego odcinka, wcześniej Ani wysyła na przymusowe wakacje zarówno ojca jak i siostrę zdając sobie sprawę, że są w niebezpieczeństwie.

true[1]

Bezzerides od początku jest intrygującą postacią. McAdams zaskakuje bardzo pozytywnie.

Podobnie ze swoimi bliskimi postępuje Paul, którego nie zdołałem w ogóle polubić, ale zdołał zyskać w moich oczach. Wybaczył swojej nierozważnej i lekko szalonej matce, zgarnął ją do hotelu wraz z ciężarną narzeczoną i po prostu poszedł robić swoje. Niestety Woodrough wpada w śmiertelną w konsekwencjach pułapkę. Spotyka się z typami spod ciemnej gwiazdy ale to nie przez nich zostaje kropnięty. Za jego śmiercią stoi ten sam okropny osobnik, który chciał by Velcoro wrócił do starej pracy. Tak, tak, porucznik Burris kropnął postać, którą polubiło (z tego co widziałem na fanpage serialu) bardzo, bardzo dużo osób. Żal zrobiło mi się szczególnie jego partnerki, która być może miała przeczucie, że stało mu się coś złego. Ale jego śmierć jest dowodem na to, że bohaterowie za bardzo zaangażowali się w sprawę, w którą nie powinni, zresztą pozostała trójka jest na celowniku i obawiam się, że nie wszyscy przeżyją do końca.

Bardzo się cieszę, że serial nabrał rumieńców, że dojrzał i w końcu zaczął trzymać za gardło. Myślę, że 90 minutowy finałowy epizod rozwieje wszelakie wątpliwości czy był to sezon dobry i czy było warto się wciągnąć w tą bagnistą historię. Tak czy siak Farrell jest tu mistrzem jak McConaughey w jedynce. Czekam na finał i mam nadzieję, że się nie zawiodę!

Advertisements

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s