HALLO, TU CZERWONY SMOK, CZY ZASTAŁEM DOKTORA LECTERA?, CZYLI O DZIEWIĄTYM ODCINKU TRZECIEGO SEZONU “HANNIBALA” SŁÓW KILKA.

Po ostatnim, momentami wręcz genialnym odcinku „Hannibal” wyhamował, mam nadzieję, że tylko na chwilę. Znów zrobiło się gęsto od pogmatwanych relacji głównych bohaterów kosztem jakiejkolwiek dynamiczniejszej akcji i znów wszystko oparto na artystycznych ujęciach i wizjach. W sumie gdyby nie hipnotyzujący Armitage w roli Smoka to nie byłoby na czym wielce oka zawiesić, a tak to przynajmniej napięcia nie zabrakło kiedy pojawiał się na ekranie. 

Hannibal-Episode-3-09-And-the-Woman-Clothed-with-Sun-hannibal-tv-series-38656435-3000-2000[1]

Dolarhyde to obecnie jedyna postać, która sprawia, że chcę oglądać „Hannibala” dalej. 

Jak wiadomo ingerencja Willa w sprawę morderstw popełnianych przez Czerwonego Smoka była nieunikniona. Musimy sobie uzmysłowić, że od pojmania Hannibala minęły TRZY lata, a odnowienie relacji ze swoim byłym „przyjacielem” jest dla Grahama mocno destruktywne. Przez to, że wcielił się w Dolarhyde’a zaczynają go nawiedzać koszmary, a i fakt, że między nim a Lecterem jest jedynie szklana przegroda nie sprawia, że czuje się komfortowo. W końcu od odnowienia znajomości z Hannibalem do popadnięcia w totalną psychozę jest jeden krok. Zarówno Jack jak i Alana zdają sobie sprawę, że wmanewrowanie Willa w sprawę „Zębowej Wróżki” może się dla niego zakończyć tragicznie.

Jak wszyscy powszechnie wiemy wszelakie tragedie i morderstwa przyciągają medialne szumowiny i sępy tak więc nic dziwnego, że na horyzoncie pojawiała się nasza „ulubiona” Freddie Lounds, którą porównać mógłbym chyba jedynie do potterowskiej Rity Skeeter. Jest to postać, która prawdopodobnie jeszcze nielicho namiesza w kolejnych epizodach, potrafi szybko gromadzić co bardziej makabryczne informacje i czerpać z nich korzyści. Najchętniej oddałbym ją w ręce Hannibla do spółki z na maksa irytującą Alaną, która założyła sobie lesbijską rodzinkę.

Jak już wspominałem akcja serialu zbytnio się nie posunęła, a to dlatego, że sporo miejsca poświęcono retrospekcjom Hannibala i Abigail. Niezrównoważona dziewczyna zapatrzyła się w naszego ukochanego kanibala i zaczęła traktować go jak ojca, bardzo fajnie pokazano nam pozorowanie jej zgonu, a także „zemstę” na martwym już ojcu. Abigail uwierzyła, że wraz z Willem i Hannibalem ucieknie daleko, daleko i będą żyć długo i szczęśliwie. Cóż, to nie było im pisane, za to sceny te pokazały nam Lectera jako manipulanta, który równie łatwo owinął sobie wokół palca młodą dziewczynę jak i dorosłego faceta. Wystarczyło tylko znaleźć dziury w ich psychice i wypełnić je fascynacją wokół swojej osoby.

Sceny, w których pojawia się Dolarhyde są zaiste niepokojące i generujące ciarki na plecach. Armitage stworzył postać antypatyczną, której towarzyszy bez przerwy walka z samym sobą. Na jego drodze tak jak w książkowym pierwowzorze staje kobieta „odziana w słońce”, niewidoma i krucha istota, do której Smok przychodzi z caaaałą masą  filmowych dowodów zbrodni. Cóż, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, więc nasza nowa bohaterka nawet nie ma świadomości z jakim potworem przyszło jej się zapoznać. Z drugiej strony jeśliście oglądali stare „Czerwone smoki” to wiecie, że postać ta potrafiła bestię poskromić i niebagatelna będzie jej rola w dalszej fabule tego sezonu. Na końcu rzecz jasna dostaliśmy zgrabnego cliffhangera – Dolarhyde dodzwonił się do naszego ulubieńca i oznajmił, że zaczyna swoją wspaniałą transformację. Jak udało mu się doktora namierzyć i skąd miał numer? Cóż, tego nie wiem, ale to nie istotne, bo w końcu kontakt złapało ze sobą dwóch wybitnych szaleńców. Powtórzę raz jeszcze, cobyście nie mieli wątpliwości, że to jedyna postać dla której warto jeszcze się w ten serial zagłębiać, bo twórcy na dobrą sprawę wszystkie karty wyłożyli już dawno i wcale się nie zdziwię, jeśli po zakończeniu serii ten sezon będzie powszechnie uważany za najnudniejszy i przeciągany na siłę. Ale z drugiej strony świadomość tego, że się z Hannibalem rozstać będzie trzeba zasmuca mnie w pewnym sensie. Ot, serial pełen paradoksów, nieścisłości, abstrakcji i absurdalnych zachowań bohaterów ubrany w przepiękne poetyckie szaty. Zresztą, co jakiś czas nam się przypomina, że to tylko ładne ubrana, krwawa bajka dla dorosłych, od seriali typu „Hannibal” po prostu nie powinno się wymagać by były czymś więcej. I to by było na tyle, do przeczytania za tydzień!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s